Grypa, BigFarma i najgłupsza teoria spiskowa świata.

Wirus grypy - wizualizacja (C) CorbisIstnieje na świecie wirus, z którym każdy z nas styka się przynajmniej kilka razy w roku, a mimo to, nie zmienia to opinii o nim jako o najbardziej śmiercionośnym w historii. Tylko w XX wieku choroba którą powoduje pochłonęła  200 mln ludzkich istnień, i choć 100 lat w medycynie to wieczność, wiemy o nim niewiele więcej niż 50 lat temu. Poznajcie zatem zabójcę wszechczasów, prawdziwego wroga publicznego ludzkości nr 1, przy którym nawet wirus HIV to dziecinna igraszka, Panie i Panowie, oto i on !

Wydaje się, że wirus grypy towarzyszy nam od początków istnienia. Starożytni uważali objawy grypowe za wynik nadmiaru materii odpadowej mózgu, obserwując zapewne śluz wypływający z nosa, silny kaszel i poty. Słowo katar oznacza zresztą w języku greckim „wypływanie”. Na setki lat przed narodzinami wirusologii dwunastowieczny rabin Majmonides sugerował na przeziębienie i grypę rosół z tłustej kury, chińczycy i hindusi zajadali się cebulą, używali ziół i modlitwy, w wiekach średnich grypę uważano za wynik opętania przez diabła, by w końcu William Osler w XIX wieku stwierdził :

„Położ się do łóżka, powieś w nogach kapelusz, pij whysky tak długo, aż zaczniesz widzieć dwa kapelusze”.

Nie głupie. Jakkolwiek uwaga Oslera może nam się kojarzyć z dzwonieniem w kościele (wiedział że dzwoni, ale nie wiedział jeszcze w którym), nawiązywał on do powszechnej w jego czasach praktyki produkcji specyfików leczniczych na alkoholu. Grypa, jak w ogóle wirusy i bakterie, towarzyszą nam więc od od tysięcy lat, dysponujemy zapiskami starożytnych skrybów opisujących praktyki medyczne podejmowane w celu leczenia skutków ich działania, ale nikt jeszcze przecież nie podejrzewał, że wirusy naprawdę istnieją, teorią samorództwa ludzkość zadowalała się jeszcze wiele lat później. „Mikroorganizmy? Ludwik Pasteur (fot. Félix_Nadar)Nonsens! Życie jest widzialne dla oka!” – grzmiano. Fermentacja, zsiadłe mleko, nawet muchy na mięsie padliny – to wynikało samo przez się, niemal jako bezdyskusyjne ex nihilo. Jeszcze w XVI wieku pewien szacowny fizjolog twierdził, że w każdej chwili możemy stworzyć mysz z materii nieożywionej. Wystarczy tylko w pudełku umieścić kawałek brudnej szmaty, dodać trochę sera lub mąki i voila! Dziś wydaje nam się do śmieszne i naiwne, ale aż do przełomu zapoczątkowanego przez m.in Ludwika Pasteura,  który po latach dociekań i eksperymentów w obecności min.  Aleksandra Dumasa, księżniczki Matyldy i George Sand a także członków Paryskiej Akademii Nauk na Sorbonie udowodnił jej pseudonaukowość,  teoria abiogenezy trzymała się mocno. Po wiekach bezprzykładnej wiary w ten dogmat, jej prawdziwość została w końcu finalnie odesłana w niebyt, tam gdzie jej miejsce. Dziś ktoś, kto choć raz zetknął się z mikroskopem nie traktuje jej poważnie. Wirusy i bakterie triumfalnie wkroczyły wtedy na arenę nauki jako fakt naukowy, a nie irracjonalna hipoteza. Ich istnienie położyło też kamień węgielny pod, jak mniemam, najbardziej interesującą część medycyny, mikrobiologię. Nie zapominając o dokonaniach poprzedników Pasteura, jego samego i kontynuatorach tego  dzieła, przenieśmy się w końcu w centralny punkt tej historii, historii która wbrew pozorom wcale nie kończy się happy-endem.

Rok 1918, jesień, Filadelfia, USA.

„W miarę przybywania płynu w płucach pacjentom zaczynało brakować powietrza. Po paru godzinach dyszenia popadali w delirium i w końcu tracili świadomość, a wielu umierało usiłując wykaszleć z płuc krwistą plwocinę, która czasem kapała im z nosa i ust. To była potworna męczarnia”

Autorem tych słów (str. 220) był Isaac Starr, wtedy student trzeciego roku medycyny na renomowanym PennState University. Amerykanie wyczekiwali właśnie końca wojny, kiedy to sukcesy wojsk alianckich na froncie zachodnim dawały im wystarczająco dużo powodów by się cieszyć. W kraju sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Pół roku wcześniej, w marcu 1918 roku pewien kucharz z bazy wojskowej Fort Riley (Kansas) dostał wysokiej gorączki, dreszczy, zdawało się że padł ofiarą wirusa grypy. Tydzień później zarażonych było już przeszło 500 osób. Nikt nie był zaskoczony, grypa nie była przecież niczym nowym, tym razem sytuacja wyglądała inaczej – w samym Fort Riley zmarło 46 osób. Raczkująca epidemia wylewała się z jednej bazy wojskowej do kolejnej, przekroczyła Ocean Atlantycki i wylądowała w Europie wraz z nic nie podejrzewającymi amerykańskimi żołnierzami. Jesienią, jak opisuje Starr (na zdjęciu z lewej), było już jasne, że nie jest to zwyczajna grypa. Zamiast pospolitych objawów, ludzie skarżyli się na duszności, zlewne poty, wysoką gorączkę, krwotoki z nosa i (mało przyjemne kwestie, więc pominę) … Zgony postępowały lawinowo, najpierw ludzie chorowali przed śmiercią 2 tygodnie, później tydzień, potem raptem parę dni, wszystko w okropnych męczarniach, dusząc się na oczach personelu medycznego. Tak zaczęła się „hiszpanka”, epidemia świńskiej grypy sprzed prawie 100 lat  która zabiła 20 mln ludzi w 10 miesięcy (!), a jej potencjał nawet nie drgnął, później było już bowiem tylko gorzej. Najpierw pojawiła sie we Francji (wraz w amerykańskim wojskiem), potem pojawiła się w Anglii, wreszcie w Hiszpanii, gdzie zabiła najwięcej osób w Europie (stąd jej nazwa), ale pandemia postępowała dalej – wirus „odwiedził” Rosję, Indie, Chiny, Japonię, Afrykę, Amerykę Południową, na Alasce spośród 300 żyjących Eskimosów zmarło 176, na Samoa zmarła od grypy 1/4 mieszkańców, a statystyki „skuteczności” wirusa w 1918 roku w samych USA mówią same za siebie: sierpień – 2900 zgonów, wrzesień – 10,481 zgonów, październik -  195,876 ofiar itd. Szacuje się, że życie z powodu świńskiej grypy typu AH1N1 z lat 1918-1919 straciło na całym świecie ok 50 mln ludzi. Jeśli więc mowa o liczbach, o twardych danych statystyki medycznej, teoretycy spiskowi tracą poczucie humoru, przypadek?

Wirus jak kobieta, inny niż wszystkie.

Wirus grypy na pierwszy rzut oka (uzbrojonego) to przeciętniak, ale diabeł, jak w kobiecie, tkwi w szczegółach. Nie jest ani duży ani mały, rinowirus („rino” znaczy nos – rinowirusy wywołują m.in. katar) to przy nim mikrus, wirus krowianki zaś, to przy nim prawdziwy dryblas. Wirus grypy to więc nic nadzwyczajnego, przynajmniej wg wirusowych standardów. Ot, kolejny średniak. Porównanie wirusa grypy do kobiety jest jednak jak najbardziej zasadne, bo nie dość, że wirus jak kobieta – zmiennym jest, to jeszcze jego największa wada jest jego największą bronią! Brzmi znajomo, prawda?ZYGOTE MEDIA GROUP ANATOMY Przyjrzyjmy się więc w czym tkwi siła wirusa grypy. Nasz bohater występujący w trzech odmianach (A, B, C), ma kształt końca średniowiecznej maczugi, wygląda jak kulka z kolcami. Wirus grypy który wtargnął do naszego organizmu, nie niszczy komórki od razu, ale delikatnie przyczepia się do jej powierzchni. Następnie wirus dokonuje penetracji jej wnętrza, „wstrzykuje” swój kod genetyczny, następuje translacja i gotowe – komórka zaczyna zachowywać się jak zombie, musi powielać wirusa na potęgę by ulec wkrótce samozagładzie. Z perspektywy wirusa jego portami dokującymi do komórek są białkowe dwa kolczaste bratanki, neuraminidaza (N) i hemaglutynina (H). Jak wiemy ludzie nie są bezbronni, mamy do dyspozycji cały arsenał do walki z wirusami, możemy np. blokować działanie kolców, leki przeciwwirusowe mogą hamować fazy jego replikacji dając tym samym czas naszej wewnętrznej armii na przegrupowanie się i zaplanowanie kontry – bezbronne wirusy mogą wtedy tylko bezradnie czekać na argameddon. Jest tylko jedno ALE. Wirus grypy typu A wypracował bardzo sprytną, jedyną w swoim rodzaju taktykę przetrwania, która sprawia że mamy dużą dozę pewności że nigdy nie uda nam się w pełni eradykować go ze środowiska. Taktyka polega Dryf i przeskok antygenowyna minimalnych zmianach (tzw antigenic drift) w budowie kolców (dla zobrazowania procesu posłużę się przykładem np. przefarbowania włosów), co sprawia że układ immunologiczny nie rozpoznaje poprawnie wirusa grypy i jest wobec niego bezbronny przez jakiś czas do wykształcenia immunoglobin, oraz dużo poważniejszy proceder – tzw antigenic shift (przeskok antygenowy), który można porównać do całkowitej rekonstrukcji twarzy. Nieźle, co ? Nasz spryciarz i psotnik nie jest jednak aż tak inteligentny za jakiego można go uważać, wynika to po prostu z dużej niestabilności wirusa, oraz z faktu, że RNA wirusa grypy jest bardzo podatne na błędy w fazie powielania, do tego, jego kod genetyczny nie jest jednoniciowy (jak u rinowirusów i w wirusach polio), nie jest też dwuniciowy (jak wirus krowianki i wirus opryszczki), ale jego genom składa się aż z ośmiu fragmentów. Ta pozorna niezdarność w replikacji czyni go mordercą o stu twarzach, nieprzewidywalnym i niezniszczalnym, stąd średnio co 10 lat wybuchają na całym świecie epidemie, a przemysł farmaceutyczny nie nadąża z produkcją odpowiednio dopasowanych szczepionek. Nikt nie umie bowiem przewidzieć jaki szczep wirusa wywoła następną epidemię, a ta nastąpi prędzej czy później, tego moi czytelnicy mogą być pewni.

Najgłupsza teoria spiskowa świata.

Powiedzmy, że nasz organizm miał już do czynienia z wirusem grypy, np z AH1N1, ma więc do walki z nim przygotowane przeciwciała czekające na znak by go unicestwić. System immunologiczny pamięta kilkanaście wzorców serotypów, ale kiedy pojawia się nowy zastęp wirusów nie znanych mu wcześniej, sytuacja się komplikuje, w ciągu kilkunastu godzin wirus grypy organizuje sobie parapetówkę na koszt żywiciela. Gdy zaś nikt w społeczeństwie nie ma wykształconych przeciwciał mamy epidemię, a ludzie (choć nie tylko) umierają. Śmierć zawsze przychodzi bez ostrzeżenia. Na przykład, wirus „hiszpanki” (H1N1) z 1918 roku  krążył na świecie aż do roku 1957 kiedy to pojawił się wirus grypy azjatyckiej (H2N2, 2 mln ofiar), typ „Hongkong” (H3N2)  miał „premierę” w 1968 roku, spowodował śmierć ok. miliona ludzi, w między czasie pojawiły się inne: ptasia grypa (H1N5), grypa focza (H7N7, ostatnio H3N8), grypa kurza (H5N2), ostatnia pandemia H1N1v (wariant hiszpanki) z 2009 roku kosztowała życie blisko 600 tys ludzi. Słabo? AIDS zabija rocznie 2,8 mln ludzi, a przecież sposób zarażenia się wirusem HIV jest zgoła inny niż wirusem grypy. Mówiąc dosadnie – wirus HIV to przy grypie amator. Zapewne teoretycy spiskowi mają teraz używanie – zapytają bowiem „skoro wirus grypy jest zawsze o krok przed nami, po co mamy się szczepić na grypę sezonową?”. Pomijając fakt, że szczepienia są (wg mnie) najdonioślejszym wymysłem medycyny i triumfem ludzkiego intelektu, pozwalają ratować życie ok 3 mln ludzi rocznie, chronią przed komplikacjami grypowymi które są bardzo niebezpieczne: zapalenie płuc (w bonusie – krwotoczne), zapalenie mięśnia sercowego, zapalenie opon mózgowych, a na deser – ostra niewydolność nerek. W internecie można jednak wyczytać, że świńska grypa, to broń biologiczna amerykańskiej armii, początek depopulacji ludzkości, szczepienia to spisek koncernów farmaceutycznych i  sposób na szybki zarobek miliardów dolarów przez BigFarmę (tak jakby prewencja była droższa od leczenia!), a same epidemie to wymysł i propaganda WHO, dla mnie, w tym cyrku klaunów brakuje tylko teorii zrzutu wirusa grypy przez kosmicznych popaprańców z Alfa Centauri albo Zeta Reticuli, bo nie spodobaliśmy się dotychczas kochającemu nas Imperium. Oszołomstwo, jak np: Piotr Bein, AstroMaria, Jane Burgermeister, Len Horovitz, Alex Jones, David IckeMikołaj Rozbicki etc, na swoich przaśnych blogaskach z braku elementarnej znajomości przedmiotu wymyśla coraz to nowe teorie, przecząc nie tylko sobie nawzajem, ale i fundamentalnej wiedzy z mikrobiologii. Pamiętajmy jednak dobrotliwie, że teorie spiskowe to świetny biznes, można tu na ludzkiej niewiedzy zarobić dobre pieniądze, ci ludzie sprzedają swoje książki, mają własne telewizje, reklamy na blogach, udzielają porad paralekarskich (sic!) i nie mam wątpliwości – ludzkie życie mają za nic, ponieważ z drugiej strony ich „idee” realnie zabijają prawdziwych ludzi, proszę wziąć to pod uwagę. Bezsprzecznie, ich pseudonaukowe intelektualne wymiociny na temat grypy i programu szczepień, to najgłupsza teoria spiskowa świata.

Informacje o To nie przejdzie

Wieczny student, sceptyk, prześmiewca i cynik. Samozwańczy adiunkt w Instytucie Dziejów Najnowszych Pseudologii Stosowanej. Na blogu publikuję teksty związane z paranauką, pseudonauką, teoriami spiskowymi oraz papką informacyjną.
  • Adam

    jakiś błąd się wkradł:
    „Tak zaczęła się „hiszpanka”, epidemia świńskiej grypy sprzed prawie 100 lat – zabiła 10 mln ludzi w 2 lata (!)”
    kilka wersów niżej:
    „Szacuje się, że życie z powodu świńskiej grypy typu AH1N1 w 2 lata straciło na całym świecie 50 mln ludzi. „

    • http://www.tonieprzejdzie.pl To nie przejdzie

      O, dzięki, teraz jest dużo czytelniej.

  • http://nowaalchemia.blogspot.com/ Zaciekawiony

    Znam jeszcze głupszą – hiszpanka miała być wynikiem amerykańskich eksperymentów wojskowych, polegających na mutowaniu wirusa przez naświetlanie rentgenem płuc chorych, i być rozsyłana po Europie aby alianci mogli zagarnąć dla siebie jak najwięcej państw.

    • http://www.tonieprzejdzie.pl To nie przejdzie

      Eee, myslałem że rzucisz coś o orgonitach ;) To jest zresztą jeden worek spiskowy do którego wrzucane sa bzdury o świńskiej grypie. Horovitz chyba o tym bredzi.

  • http://gravatar.com/sprostowanie666 sprostowania666

    Gdy czytałem o zrzucających wirusy kosmitach od razu mi się przypomniało, jak to w czasie pandemii H1N1v, gdy zaczęły się pojawiać alarmujące doniesienia z Ukrainy, blogaski m.in. Beina, Podleckiego i kilka innych im podobnych (plus parę for spiskowych) lansowały teorię, jakoby tajemnicze elementy nocą spryskiwały z małych samolotów rolniczych centra miast tamże.

    Problem ich polegał na tym, że nie bardzo mogli się dogadać, czy to żydowscy globaliści chcący depopulować zabójczym wirusem, czy raczej patrioci z armii, którzy rozpylali środki dezynfekujące ;)

    • http://www.tonieprzejdzie.pl To nie przejdzie

      I chyba to mnie bawi najbardziej – jest spisek, ale nie ma jednej wspólnej wersji, oskarżają się wzajemnie o syjonizm, agenturę wpływu, reptylianizm, etc. Wyjątkowo zabawne ;)

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zaciekawiony

        O tak. Nawet Astromaria została oskarżona przez blogerkę po fachu o bycie wtyczką NWO, bo coś tam źle powiedziała.

  • Kristof

    Mam wątpliwości co do „H1N1v (wariant hiszpanki) z 2009 roku kosztowała życie blisko 600 tys ludzi” – znalazłem jedynie informację o około 600 tys. zainfekowanych a liczba potwierdzonych zgonów oscyluje zazwyczaj wokół 20 tys…

    • http://www.tonieprzejdzie.pl To nie przejdzie

      „Bezpośrednio na skutek pandemii zmarło 105 700 – 400 000 osób, a za sprawą powikłań dalsze 46 000 – 179 000″ – źródło lub tu

      • Kristof

        Dzięki za linki, choć źródło informacji w wikipedii jest nieaktywne, info z lanceta jak najbardziej ok. Może będę czepialski, ale jednak są tam widełki, więc rzetelność sugerowałaby podawanie całego zakresu (150 – 575 tys.) albo średniej zamiast wyłącznie górnego oszacowania, oczywiście takie drobiazgi nie zmieniają generalnego wydźwięku tekstu.

        • http://www.tonieprzejdzie.pl To nie przejdzie

          Nikt nie wie naprawde ilu ludzi zmarło przez AH1N1, nie da się tego zrobić nawet technicznie. Szacunkowo jest to wlasnie ok 600 tys ludzi, dzięki za miłe słowa !

      • Andrzej

        Jest taki dowcip. Spiker arabski rano wita radiosłuchaczy słowami: Dzień dobry. Podaję dokładny czas. Jest godzina ósma albo wpół do dziewiątej. A teraz wiadomości.

        I podobnie jest z „dokładnością liczb owych zgonów. Mam się już zacząć śmiać, czy płakać?

  • Zielanna

    Drobna uwaga historyczna. Nazwa „hiszpanka” nie wzięła się od liczby ofiar (zresztą, gdy ukuto tę nazwę wirus wciąż szalał i zabijał. Nikt nie miał pojęcia ilu ludzi i gdzie zmarło). W 1918 wciąż trwała wojna, więc prasa państw biorących w niej udział była objęta cenzurą. Pierwszym krajem, w którym ukazała się informacja o nowym zagrożeniu była właśnie Hiszpania, gdzie cenzury nie było. Stąd też pogląd, że wszystko zaczęło się w Hiszpanii.

  • http://www.robertnowakowski.pl Robert

    Bez zagłębiania się w mikrobiologię – skoro wirus mutuje w nieprzewidywalny sposób, to szczepienia „na blondyna” nie są skuteczne przeciwko „brunetom”, a co dopiero jak brunet jest a’la Michael Jackson (kiedyś był ciemnoskóry)…

    Wg mnie logicznym wnioskiem jest, że skoro szczepienia nie wytwarzają specyficznych przeciwciał (co innego polio), to są bezsensowne. Bez dorabiania teorii spiskowych – logika wystarczy.

    • Andrzej

      Mikroorganizmy były, są i będą nieodłączną częścią naszego środowiska biologicznego. Niczego nie atakują, nie są żadnymi złośliwymi potworkami tylko czyhającymi na to by nas dopaść i pozbawić życia. Zamiast więc polegać na różnorakich takich czy siakich badaniach oraz często pozbawionych podstaw wnioskach jakie się z nich wyciąga warto się nad tym zastanowić logicznie. Jak każdy żywy organizm mikro potrzebuje środowiska do życia. Więc jaka jest różnica pomiędzy jednym człowiekiem, który ulega „zakażeniu” jakąś bakterią podczas gdy obok podlegający ponoć takiemu samemu „atakowi” tej samej bakterii nie ulega? Bakteria wybiera sobie ofiary? Tak niestety nie jest. bakteria nie myśli, nie analizuje. odpowiedź brzmi tak: Jesteśmy na bieżąco poddawani działaniu rozmaitych mikrobów które interesują nie nasze organizmy tylko to co w nich się znajdują a stanowi podstawę ich egzystencji. Więc grzyby, bakterie czy rozmaite pasożyty mogą się „zadomowić” jak mają papu a układ immunologiczny na to pozwala. Inaczej od razu zostaną usunięte. Pozostaje odpowiedzieć na pytanie kiedy pozwala? Otóż wtedy, gdy nie radzi sobie z odbudową i odtruwaniem poprzez naturalne drogi jak reakcje enzymatyczne zachodzące w wątrobie, nerkach , płucach oraz właściwie w każdej komórce ciała. W zdrowym, dobrze odżywionym i czystym organizmie, gdzie nie ma nagromadzonych złogów nie potrzeba dodatkowego wsparcia „zjadaczy” z zewnątrz. Stąd nie dochodzi do pełnoobjawowych infekcji.
      Najlepszą rzeczą jaką można zrobić to dostarczyć ciału zdrowego pokarmu i tlenu. ostatnią rzeczą jakiej potrzebuje jest lek.

      • Robert

        Powiedziałbym nawet, że ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje jest INGERENCJA!
        Bardzo mnie przekonuje to, co napisałeś. Nie znamy możliwych konsekwencji wyeliminowania jakiejś grupy mikroorganizmów.. To miejsce może zostać zastąpione czymś bardziej zjadliwym lub …

        • Andrzej

          Dzisiejszy system zdrowotny (pseudo) opiera się na fałszywym paradygmacie. Ciało człowieka podzielono na narządy i przypisano do nich odrębne jednostki chorobowe, natomiast organizm tak nie funkcjonuje. Jest bardzo skomplikowaną całością. Tylko on sam potrafi sprawnie funkcjonować i tylko on sam wie jakie w danym czasie obierać priorytety. Dlatego np. gdy przez dłuższy czas nie ma pożywienia na podtrzymanie życia przeznaczane są rozmaite komórki a do końca oszczędzane są mózg i serce. Człowiek niewiele rozumie z tego jak złożony jest organizm. Natomiast jego buta jest na tyle wielka, że pozwala mu przywłaszczać sobie rolę do jakiej nie ma prawa, rolę lekarza. Lekarzem jest układ immunologiczny. No może jeszcze ktoś kto poskłada kogoś po wypadku.

          • Monia

            Po przeczytaniu tego posta i kilku powyżej stwierdzilam, że się wypowiem. Całkowicie zgadzam się z tym, że człowieka nie należy dzielić na układy i narządy, ale to nie jest nowiną w światku lekarskim. Pacjentów z reguły traktuje się kompleksowo, np. logiczne jest, że zmiany miażdżycowe będą miały wpływ nie tylko na naczynia krwionośne, ale też na układ nerwowy, a to pociągnie za sobą cały sznureczek innych objawów z niemal każdego układu.
            Zgodzę się także z tym, że nasz organizm doskonale wie jak radzić sobie z intruzami, sytuacjami kryzysowymi – dzięki temu nasz gatunek przetrwał, jak i wiele innych. Należy jednak pamiętać, że te mechanizmy „samoleczenia”, kompensacji i regulacji są sprawne do czasu. Bierzmy pod uwagę mutacje zachodzące spontanicznie, procesy starzenia czy gromadzenie zbędnych odpadów w organizmie – to jest nieuchronne i upośledza m. in. układ immunologiczny. Jak to kiedyś powiedział pewien lekarz: „Ja Cie nie wyleczyłem. Ja tylko umożliwiłem Twojemu organizmowi, aby sam się wyleczył”. Rola lekarza jak i farmakoterapii jest niezbędna! Mogę wymieniać setki przykładów i nie będzie to tylko składanie po wypadku. Sam układ immunologiczny to jedynie część sukcesu.

            Pozdrawiam,
            Monia

            • Andrzej

              @Monia

              Ten lekarz to jakiś ewenement. Natomiast jaka jest rola lekarza i farmakoterapii? Jet to rola pomocnicza. Jeżeli lekarz rozumuje jak ten ewenement, to z reguły pacjent osiąga sukces. Niestety to tylko sporadyczne przypadki. Większość jest poddana machinie która nie pozwala na pójście inną drogą.
              Gromadzenie się zbędnych rzeczy w organizmie zależy od dwóch czynników. Pierwszy najważniejszy do wartość odżywcza spożywanego pokarmu. Dzisiaj nieosiągalna ponieważ świat oszalał na punkcie doznań smakowych i niszczy na wszelkie możliwe sposoby soja żywność. Głównie w procesie obróbki termicznej. Powoduje to narastające deficyty w funkcjach organizmu, który z trudem radzi sobie z ewakuacja toksyn oraz co gorsza nie ma z czego odbudowywać utraconych w procesie wymiany komórek. Drugim czynnikiem są interwencje w naturalne procesy organizmu poprzez działania medyczne. Głównie przez leki. Ich pojawienie się w ciele powoduje zaburzenia rozmaitych procesów i zablokowanie tych, które organizm sam uruchomił w celu samoleczenia, a które fałszywie określa się jako stany chorobowe. Następuje powolne blokowanie się naturalnych procesów, odkładanie toksyn i złogów w coraz to głębsze pokłady ciała.Ludzie stają się obrzmiali co odbiera się jako tycie a jest obrzmiałością limfatyczną. Wiele toksyn odkłada się w płynie śródtkankowym, w tłuszczu i w postaciach guzów, torbieli, cyst itp. Na końcu pojawia się rak. W odpowiedzi pacjent trafiający do lekarza dostaje na dzień dobry diagnozę dotyczącą jakieś jednostko chorobowej i jakiś odpowiedni do niej lek. tak jakby owa dolegliwość wynikała z niedoboru w organizmie owego leku. Lek oczywiście tłumi objawy co odbiera się jako poprawę zdrowia. Niestety to tylko odwleka końcową katastrofę. Potem mamy całe rzesze stękających zdeformowanych pacjentów trzęsących się czy będzie „darmowe”leczenie. A główne możliwości jakie mają ich organizmy są lekceważone. W swoim doświadczeniu (nie jestem żadnym takim czy siakim naturopatą) kiedy po kilku prostych radach ludzie dokonywali znaczących zmian w odżywianiu ustępowały bardzo poważne dolegliwości takie jak miażdżyca, cukrzyca nawet dość zaawansowana, nadciśnienie, alergie, stany reumatyczne, migreny słowem większość schorzeń o charakterze zwyrodnieniowym.

          • http://www.tonieprzejdzie.pl To nie przejdzie

            DeFAQ?

  • Andrzej

    Nie ma to jak być omnibusem. Pogratulować Piotrze. Ty wszystko wiesz, wszystko najlepiej rozumiesz, wszystkich dobrze rozszyfrowujesz. I zawsze masz rację. Nie ma żadnego tematu w jakim się nie potrafisz poruszać. Razem z kolegą Bartem jesteście nieomylni. Z Wami to można tylko albo po drodze albo przeciw. Jak przeciw, to od razu oszołomstwo. Ciekawe, czy jest jakaś dziedzina, na której się nie znacie?

    • http://www.tonieprzejdzie.pl To nie przejdzie

      Witaj Andrzeju, rzeczy na których się kompletnie nie znam jest multum, pierwsze z brzegu, nie mam prawa jazdy, nie umiem wymienić akumulatora, oleju, filtra oleju i całej masy podzespołów w samochodzie. Nie i już, toteż ten blog nie traktuje o samochodach, ni szeroko rozumianej motoryzacji.

      • Andrzej

        Świetnie Piotrze. Ja też Ciebie witam serdecznie i ciesze się, że trochę doszedłeś do siebie po takiej stracie. jak wiesz mogę powiedzieć, że doskonale Ciebie rozumiem. natomiast odnośnie Twoich zainteresowań to ich rozrzut jest mimo braku wiedzy w niektórych dziedzinach nadal jest ogromny. Stąd mój komentarz. Inaczej ma się sprawa z polemiką. Tu pojawia się trudność. Bo jak ktoś komentuje zgodnie z Twoją linią to jest świetnie natomiast biada jak jest przeciw. Mimo wszystko myślę, że jest znacznie lepiej niż na początku.

  • Shinji

    Ogólnie tekst spoko, ale babol o wstrzykiwaniu KODU genetycznego wypadałoby poprawić ;)