Cudaków diety cud. Kasa za nic (2)

W poprzedniej notce skupiłem się na totemach, magicznych i drogich talizmanach które w zamyśle ich twórców mają nie tyle oczyszczać z toksyn ale przede wszystkim drenować kieszenie. Dziś chciałbym skupić się na nie mniej podłych i bezużytecznych technikach radzenia sobie z efektami niezdrowego trybu życia, mianowicie – tzw dietach optymalnych i oczyszczających. Nie będzie więc pudełek z prądem, nie będzie plastrów i bandaży, będą książki i wykłady. W księgarniach półki uginają się od „podręczników” o zdrowych nawykach żywieniowych i technikach zmierzających do poprawy  samopoczucia, choć jak się zaraz przekonacie, tylko autorów takich rewelacji którzy często zaglądają na swoje konta bankowe.

Ogólnie rzecz biorąc, o ile nie jesteś chory na jakąś chorobę typu, cukrzyca, choroba wieńcowa, otyłość, osteoporoza etc, Twoja dieta powinna być właśnie dietą optymalną dla zdrowego człowieka. Nawyki żywieniowe monitoruje w Polsce choćby Instytut Żywności i Żywienia . Na tej stronie można znaleźć informacje, o tym co jeść, kiedy jeść, czego się wystrzegać, a co powinno trafić do codziennego jadłospisu. Żadnej magii, żadnych niekonwencjonalnych metod, tylko poparte badaniami naukowymi wyważone wnioski. Znajdziemy tam dość dokładne wytyczne zgromadzone w jedenastu punktach, stąd wniosek że książki „mistrzów odchudzania i oczyszczania”, nie powinny mieć więcej stron niż 20 (doliczam obszerną erratę). A jednak mają. Trzeba bowiem zdać sobie sprawę z faktu że profesja dietetyka, czy specjalisty od odżywiania nie jest zastrzeżona tylko i wyłącznie dla wykształconych kierunkowo uczonych. Dietetykiem może zostać każdy kto przywdzieje kitel, ma kilka mądrych schematów metabolizmu na ścianach gabinetu i wysławia się wystarczająco mądrze by zwieść tym nic nie świadomego pacjenta. Gdyby porady tych pseudospecjalistów bazowały na wytycznych Instytutu Żywności, żaden dietetyk nie byłby Ci w zasadzie potrzebny. Istnieją dowody, wskazujące że spożycie dużej ilości warzyw i owoców, powstrzymywanie się od nadmiaru alkoholu czy palenia papierosów, unikanie otyłości, rozsądne użycie cukru i soli, przyczynia się do uniknięcia raka czy chorób serca. Stwierdzenie „jedz dużo warzyw i owoców” nie jest jednak jakoś specjalnie spektakularne, więc dietetycy, zwłaszcza ci pseudonaukowi, nie poprzestają na tym, bo to niemal oznaczałoby koniec ich profesji! Muszą wymyślać dodatkowe, choćby najbardziej absurdalne zasady, by swoje istnienie na rynku jakoś uzasadnić.

Urodzony w kazachskiej Karagandzie Michał Tombak, jest niekwestionowanym liderem idiotycznych, pseudonaukowych twierdzeń. Człowiek ten podaje się za biochemika i przypisuje sobie posiadanie tytułów naukowych. Mimo usilnych starań nie znalazłem informacji gdzie udało mu się zdobyć profesurę, i jakim cudem. Jak informuje pan Michał, przez wiele lat był on dyrektorem Naukowego (oł yeah!) Centrum Zdrowia w Moskwie, jest też absolwentem Amerykańsko-Rosyjskiej Szkoły Hipnozy i Bioenergoterapii, w Rosji zaś, występował na estradzie od 1988 r. jako hipnotyzer i parapsycholog. W wolnym od badań naukowych czasie pisze o zdrowiu. Ehh. Są w książkach Tombaka informacje które z powodzeniem mógłby zrecenzować uczeń szkoły podstawowej, a promotorem Jego pracy doktorskiej mógłby być średnio ogarnięty gimnazjalista. W pozycji „Jak żyć długo i zdrowo” czytamy że : „u dorosłej osoby w jelicie grubym znajduje się od 8 do 15 kg kamieni kałowych, które człowiek nosi przez całe życie”. Straszne, prawda? Tyle tylko że to nie prawda. Przeciętny żołądek zaczyna się opróżniać 15 min po przyjęciu pokarmu, po jelicie cienkim pokarm przesuwa się w około 4h, a przez jelito grube przez następnych 20h. W ten sposób resztki pokarmu, w ilości ok 0,3 kg/dobę wydala się ze stolcem w czasie od 20 do 48h. Jak widać, nie puszczone bąki zalegają w przewodzie pokarmowym i stąd biorą się posrane pomysły. Pan Tombak twierdzi że „woda gotowana to woda „martwa”, bo pozbawiona jest informacji „z głębin ziemi”. Jakież to ezoteryczne informacje niesie nasze poczciwe H20 ? Tego profesor Tombak nie wyjawia. Nasz bohater twierdzi również, że w sokach własnoręcznie wyciśniętych „znajduje się bardzo wiele pierwiastków chemicznych, które są nieznane jeszcze nauce”. Soki mechanicznie wyciśnięte są więc z jakiejś nieznanej nauce przyczyny pozbawione tych czarodziejskich składników. W swoich publikacjach utrzymuje on również że (zapnij intelektualne pasy) : „nie trzeba jeść, by przeżyć – potrzebny do życia azot człowiek może czerpać z powietrza”. Breatharianizm ma tylko jedną, choć poważną wadę. Żaden z rzekomych niejedzących nie pofatygował się do Sudanu czy Ruandy, czyli tam gdzie ludzie powoli zespalają się z Kosmosem, i nie udowodnił tego, ucząc rodziców dzieci umierających z głodu, jak odżywiać się azotem czy energią kosmiczną. Tombak sugeruje, prócz nawyków zdrowego żywienia, również kurację oczyszczającą. W tym celu proponuje (co wrażliwszych przepraszam), wlewy doodbytnicze, czyli lewatywy. Od wieków stosowano tą metodę do usuwania przykrych dolegliwości takich jak zaparcia, ale Tombak idzie dalej, twierdząc że tą metodą pozbywamy się toksyn z organizmu. Można się zastanawiać nad motywami ludzi którzy wsadzają sobie rurki w odbyt, ale dwie rzeczy nie ulegają wątpliwości: ta metoda jest po pierwsze potencjalnie niebezpieczna, wyjaławiając naturalną człowiekowi florę bakteryjną jelit, a po drugie kompletnie nie skuteczna wobec twierdzeń głoszonych przez jej orędowników.

Dieta doktora Kwaśniewskiego nie jest w tym jarmarku cudów jakimś specjalnym ewenementem. Człowiek ten, posługując się autorytetem nauki lansuje swoją „optymalną dietę” wśród ludzi, delikatnie mówiąc, dotkniętych problemem otyłości. Jest to, jak zauważyłem, obok diety Dukkana najpopularniejsza dieta w Polsce : 220 tyś wyników z wyszukiwarki, sporo. Specyfika tej diety jest jednak szczególna. Nie tyle chodzi o to że jest ona zmodyfikowaną wersją popularnej w Ameryce diety Atkinsa, ale dlatego że jest ona skuteczna pozornie, bo krótkoterminowo, tworząc więcej problemów niż rozwiązuje. Jest to dieta niskowęglowodanowa, oparta głównie o tłuszcze, przy niskim spożyciu białka. Pan Kwaśniewski niestety nie informuje swoich wyznawców, że tego typu dieta została poddana drobiazgowym badaniom klinicznym, w których m.in. wykazano że powoduje znaczny wzrost ryzyka miażdżycy i hipercholesterolemii. Komitet Terapii Wydziału Nauk Medycznych PAN w swoim oświadczeniu nazwał ją wprost  : miażdzycorodną. Wskazuje się również że jest to dieta monotonna i ubogoskładnikowa, nie pokrywająca zapotrzebowania m.in. na: witaminy z grupy B, witaminę C, potas, wapń, magnez i miedź. Stoi to w sprzeczności ze zdroworozsądkowym postulatem diety możliwie najbardziej urozmaiconej i bogatej w składniki odżywcze. O diecie Kwaśniewskiego można powiedzieć więc wszystko, prócz tego że jest ona rzeczywiście optymalna.

Internet, cytując Stanisława Lema, jest pełen idiotów. Jest brytyjski multimilioner Patrick Holford, twierdzący że witamina C leczy raka, jest goszcząca niedawno na antenie TVN’u Gillian McKeith, która twierdzi że krew można natlenić chlorofilem z zieleniny (serio!), jest Dukkan który już witał się z gąską, dopóty nie zweryfikowano jego tandetnych teorii, dzięki czemu sromotnie przegrał proces sądowy, jest też cała masa szarlatanów którzy okłamują miliony ludzi, obiecując im rewelacyjne rezultaty bez zdroworozsądkowych zasad żywieniowych i wysiłku fizycznego. Wszyscy ci ludzie zaistnieli dlatego, że nam nie chce się czytać, zaistnieli, przywdziewając płaszcze naukowców i szafując zwrotami naukowymi, dzięki którym zwykli ludzie nie odróżniają prawdziwych autorytetów od nieudolnych podróbek. To nie przejdzie.

Informacje o To nie przejdzie

Wieczny student, sceptyk, prześmiewca i cynik. Samozwańczy adiunkt w Instytucie Dziejów Najnowszych Pseudologii Stosowanej. Na blogu publikuję teksty związane z paranauką, pseudonauką, teoriami spiskowymi oraz papką informacyjną.
  • pierwszy, pierwszy!
    gratki ST, przetapiaj na nowe zabawki i lataj dalej :P

    • Tonieprzejdzie

      Wariat, kiedy się rozbijamy ?

  • layira

    Wszystko fajnie, tylko małe pytanko dlaczego większość tekstu jest skopiowana z wikipedii i racjonalisty?

    • Tonieprzejdzie

      Bez żenady zrzynam, ale serio, co konkretnie?

  • student

    pan „poważny bloger” który napisał ten „bardzo krytyczny tekst” nie doczytał ani o tym że robiąc lewatywy trzeba być na diecie uzupełniającej bakterie bytujące w jelitach (ciekawe, czy bloger ten wypowiadałby się negatywnie o antybiotykach stosowanych przez lekarzy – przecież one też wyjaławiają florę bakteryjną, dlatego zawsze zalecany jest lek osłonowy lub picie kefirów czy jogurtów…jakoś nie sądzę ;]), ani o specyfice gotowanej wody, o czym Tombak, może nie w tej książce ale w tej którą czytałam no eee po prostu pisze. O nieskuteczności ktoś kto nie próbował raczej nie ma co się wypowiadać – bo skąd niby wie o czym mówi??
    To że jelito grube trawi tyle czasu to znaczy że żadne resztki w nim nie zostają? Nooo to bardzo logiczne ;] tylko że, chwila – nie, nie bardzo…
    Odnośnie soków informacja jest niekompletna – chodzi zdaje się o soki wyciśnięte własnoręcznie czyli w domu, a te mechanicznie wyciśnięte to te kupione w sklepie? Jestem pewna że Tombak napisał o tym więcej. Czyżby panu bloggerowi nie chciało się czytać? Czy przytaczać? Nie trzeba być nie wiem jakim geniuszem by wiedzieć że posiłek przygotowany w domu i przez siebie jest zdrowszy niż prawie wszystko co jest dostępne w sklepie…
    Do breatharianizmu się nie odniosę bo niewiele wiem na ten temat. Wiem jednak że świat zna przypadki ludzi którzy odżywiają się energią – więc może chodziło raczej o to, a autor blogga (czyżby znów?) nie pokwapił się o dokładniejszy cytat?
    Żaden z niejedzących nie pokwapił się w takie tereny, bo tamci ludzie nie mają wyboru. A świadoma rezygnacja z jedzenia wymaga – no właśnie – świadomości, i wyboru. To chyba logiczne że taki niejedzący z wyboru nie pojedzie pouczać ludzi że nie trzeba jeść. Niestety pan blogger znów się nie popisał…

    Gdyby ludzie odżywiali się tak jak jest zalecane w piramidzie żywieniowej może nie mielibyśmy grubasów, ale jest też w niej sporo błędów. Bo dorośli ludzie nie potrzebują np mleka i przetworów mlecznych. Bo większość z nas po prostu mleka nie trawi. Jak to jest że wśród „popartych badaniami naukowywo wyważonych wniosków” tego dość ważnego wniosku brak?
    Większość z nas jednak nie przestrzega zasad żywienia, nawet określonych błędnie w piramidzie. Czemu? No nie wiem, z głupoty chyba. Całe szczęście że mamy dietetyków ;] do których mało kto chodzi… Całe szczęście więc że niektórzy z nich piszą książki, wyjaśniając przeciętnemu zjadaczowi chleba co, jak i czemu właśnie tak zależy jeść. Niektórzy z tych dietetyków odważyli się nawet wyjść poza kanony medycyny konwencjonalnej i poszukać alternatywnych rozwiązań, w obliczu świata w którym mimo TAAAAKIEJ wiedzy medycznej nadal głównym sposobem zwalczania raka jest wycięcie go i naświetlanie człowieka promieniami które zabijają i osłabiają również zdrowe tkanki…w obliczu świata w którym WIEMY że coś jest niezdrowe/niedobre dla nas – a i tak obżeramy się tym.
    Dietę Kwaśniewskiego, tzw „optymalną” uważam za szkodliwą i nieoptymalną. Dziwi mnie iż pan blogger wrzuca tych dwóch autorów do jednego worka O.o zwłaszcza że Tombak „swój sposób” promuje jako taki styl życia, nie jako dietę na schudnięcie. Żadna dieta czasowa nie ma sensu, o czym Tombak wspomina, a pan blogger zapewne nie doczytał ;]

    To co pisze Tombak trafia do mnie i wielu innych. Sprawdziliśmy na sobie. Do pana „poważnego bloggera” najwidoczniej nie trafiło, nie wypróbował więc na sobie i umie tylko powtarzać to co mu się wydaje. Gdyby był choć trochę wykształcony (może nawet bardziej niż Tombak) to może by się rozglądnął po informacjach nie tylko z komercyjnych źródeł i szkoły która w programie przedmiotu biologia odnośnie żywienia nie zmieniła nic od jakichś 50lat…
    Czemu jak się pojawia coś nowego (choć w sumie to co Tombak pisze to nic nowego…dla niektórych jednak widocznie bardzo jest to zawsze znajdzie się banda, za przeproszeniem, zatwardziałych w poglądach dziadów którzy trzymają się „starego”, zamiast z otwartym sercem i rozumem iść ku nowemu…? Ech.

    Zaiste – internet pełen jest idiotów.

    • Tonieprzejdzie

      Niestety, fakt że „coś do Ciebie trafia”, nie sprawia magicznie że jest to prawdziwe czy poparte dowodami. Spokojnie, możesz więc nadal płukać sobie dupsko, szukać magicznych pierwiastków w sokach i odżywiać się z azotem z powietrza, błędnie interpretując efekt placebo. Być może nawet Tombak ma nawet rację w czymś co mówi (np w czyszczeniu zębów sokiem z cytryny), ale przy tylu bzdurach – ciężko ufać komuś kto tylko czasem mówi prawdę….

      • Kasia

        Drogi autorze. Ostatnio czytałam ciekawą publikacje dr. Daniela Amena. Może on jako człowiek ,który prowadzi własną klinikę i ma dostęp do sprzętu, o którym możesz pomarzyć. Może właśnie on do Ciebie przemówi. Drogi Tombak, o którym mówisz nie przekazuje nic głupiego i niemądrego. Po przeczytaniu wspomnianej już książki amerykanina stwierdziłam ,że metody żywienia Tombaka są identyczne: obydwaj mówią o unikaniu cukru (trzcinowy czy też zwykły biały to jedno i to samo), mówią o ograniczeniu kalorii nawet poniżej wymaganej przez nasz organizm liczby(tutaj uwaga jeden swoją teorie popiera nawet badaniami, więc proszę nie mów, że who ma racje) i o spożywaniu pokarmów w małych ilościach. Co do lewatyw:mam do tego taki stosunek, że jest to po prostu jak mycie? Słyszałam, też takie rewelacje, że mycie zębów wyjaławia florę bakteryjną jamy ustnej i może przestańmy dlatego myć zęby?

        • Fajnie, unikanie cukru, soli – bardzo ładnie, ale magiczne pierwiastki nieznane chemikom w sokach wyciskanych ręcznie? Żywienie się azotem z powietrza?

          • Robert

            Moje pytanie brzmi: czy pan bloger jest specjalista od oczyszczania organizmu, diety, zywienia ogółem czy tylko duzym EGO ktore po prostu tez chce byc „madre? Magii w zywieniu to ja bym sie nie doszukiwal, jedzenie nie jest w zaden sposob „zdrowe” po prostu albo szkodzi Ci w stopniu znacznym, albo w stopniu znikomym. Raczej udowodniono to, ze najmniej poddawana obrobce zywnosc jest dla organizmu najlepiej przyswajalna gdzy nie traci wielu cennych skladnikow jakich juz nie ma badz pod mocno zmieniona forma wystepuja po takiej obrobce. Po cholere doczepiac tutaj ideologie „jakiejs” magii? Tak czytam i zamiast czytac rzetelne informacje, czytam „krzyk”. Opanuj sie …

  • Mad Colonel

    @Student :
    ” Bo dorośli ludzie nie potrzebują np mleka i przetworów mlecznych. Bo większość z nas po prostu mleka nie trawi. Jak to jest że wśród „popartych badaniami naukowywo wyważonych wniosków” tego dość ważnego wniosku brak? ”

    Bzdury gadasz, jak Tombak. Wiesz co to gen tolerancji laktozy ? A powinieneś, jest dość stary. Czytaj : http://pl.wikipedia.org/wiki/Laktaza

    • ToNiePrzejdzie

      Gwoli ścisłości MC:

      Zatem wyniki badań sugerują, że tolerancja laktozy u dorosłych ludzi wyewoluowała niezależnie co najmniej dwa razy w populacji europejskiej i afrykańskiej (konwergencja). Takie zmiany w ekspresji genu LCT okazały się bardzo korzystne w populacjach pasterskich, gdzie również dorośli mogą pić mleko.

      Źródło : http://migg.wordpress.com/2006/12/13/pij-mleko-bedziesz-mutantem/

      • Robert

        Zatem tolerancja nikotyny i ogolem rzecz biorac dymu nikotynowego wyewoluowała w stopniu równym. Jeden od tego umiera, drugi nie. Chcesz pan zaryzykowac czy to sie panu uda?

        • Nikt od dymu nikotynowego nie umiera. Za to od mleka, ścielą się trupy jak pod Waterloo!

  • ToNiePrzejdzie: fajne i ciekawe wpisy. Właśnie skończyłem prace nad takim niewielkim serwisem http://www.GRRWRR.com , gdzie można pisać o wszystkim co nas wkurza, drażni, irytuje i boli. Z chęcią widziałbym tam wpisy takie jak Twoje. Zachęcam przynajmniej do gościnnych publikacji :-)

  • choone

    @Tonieprzejdzie
    1. A jak się ma Twój wegetarianizm do optymalnej (popartej dowodami) piramidy żywienia?

    2. Eskimosi w zasadzie stosują dietę Kwaśniewskiego.

    3. Tombak pisze sporo mądrych rzeczy, niestety przeplata to jakimiś totalnymi głupotami. A co do oczyszczania jelit, to lepsze od lewatyw są otręby (choć tombakowe lewatywy raz w roku, też pewnie nikomu nie zaszkodzą).

    • ToNiePrzejdzie

      @choone :
      Można z wlewów doodbytniczych zrobić rytuał, ale po co? Nie lepiej, prościej po prostu mniej i zdrowiej żreć? Lewatywy są dobre na zaparcia, nie na „usuwanie toksyn”. Nawet jeśli Kwaśniewski zawitał na biegun, to nie jesteśmy Eskimosami, 99% świata nimi nie jest. Żywienie w ekstremalnych warunkach klimatycznych jest zupełnie inne od naszego, będąc gdzieś w Empiku, zobacz cały rozdział o tym w lekturze : http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/4804/zywienie-czlowieka-zdrowego-i-chorego-t-2.html

      • aneta

        Jeżeli chodzi o eskimosów to najpierw przeanalizujcie proszę średnią długośc życia grup nie mających jeszcze pełnego dostepu do cywilizacji, smiertelność na choroby związane z odżywianiem itp. wiec niech nikt nie opowiada bzdur ze świetną dietę mają.

  • vintage-v

    Stek bzdur. Dawno sie tak dobrze nie usmialam, za co serdecznie dziekuje :) Panie ‚autorze’ tego wywodu od siedmiu bolesci- zanim sie zacznie mieszac ludzi z blotem i zbawiac swiat gloszac swe przelomowe odkrycia – radze lepiej zapoznac sie z tresciami, ktore zdecydowal sie pan tak zarliwie krytykowac. Podana piramida zywieniowa jest przestarzala. Pozdrawiam wszystkich, ktorzy mysla ze cos wiedza a tak na prawde nie wiedza nic, a juz w szczegolnosci ze maja mocno ograniczony swiatopoglad.

    • Spokojnie. Możesz nadal płukać sobie okrężnice, czcić nieodkryte pierwiastki w sokach i koniecznie, jeść skorupki jajek :D Zrozumienie tekstu Ci raczej nie grozi. Słucham, co prócz obrazka jest przestarzałe, nieprawdziwe, lub zmanipulowane?

      • Kasia

        Co do jedzenia skorupek jaj Tonieprzejdzie to UWAGA UWAGA wszystkie dobre preparaty wapniowe są ze sproszkowanych muszli. Może więc powinni zostać uznani za idiotów Ci którzy produkują, bo przecież jaki normalny człowiek jadł by muszle?

  • nuke’em

    No i wpadłeś, bratku. Z początku Ci wierzyłem, ale kiedy przeczytałem Twoje brednie na temat żywienia optymalnego (Kwaśniewskiego) to zrobiło mi się przykro. Popełniłeś kardynalny błąd: demaskując kontrowersyjne zjawisko sięgnąłeś do opinii TYLKO JEDNEJ strony sporu (w tym przypadku: PAN). A gdzie Twoje krytyczne myślenie, które rzekomo tak promujesz? Przecież naukowe gremia nie raz udowodniły, że idą na pasku koncernów i wielkiego biznesu – sam o tym już pisałeś! Tym razem jest inaczej? Żywienie optymalne jest bardzo złożonym procesem, interesującym właśnie ze względu na bardzo głęboką podbudowę naukową. Ty ją sprowadziłeś do kilku wyświechtanych frazesów, nie próbując nawet rzeczowo argumentować. Wybacz, ale taka krytyka jest g…o warta.

    • Nic nie rozumiesz, nie ma drugiej strony sporu. Tam już jest nicość, stamtąd się nie wraca. Nadal możesz czytać/słuchać bredni o łykaniu skorupek jajka na odwapnienie (Tombak), lub nabyć jedną z „cudownych” terapii sygnowanych nazwiskiem Kwaśniewskiego, nie zmieni to jednak faktu że obaj igrają z ludzkim życiem.

    • I słusznie, nadal możesz sam się okłamywać i twierdzić że nie ma badań naukowych ośmieszających bzdury Kwaśniewskiego. Otóż, są i zostały zaprezentowane. Koniec bajki.

  • marek k

    Witam Autora,
    Cenie sobie opinie kazdej osoby i wydaje mi sie ze proba udowodnienia iz np Tombak kompletnie nie ma racji nie jest tutaj na miejscu. Jak wiadomo tonacy brzytwy sie lapie…
    Mam osobiscie wiele za soba jesli chodzi o Tombaka czy nawet Gersona. Choc Gerson juz wynalazl ‚lekarstwo’ na raka w 1914 roku to i tak wielu ludzi nie dowierza w jego badania.
    Osobiscie wykonalem kilkadziesiat lewatyw gdyz byl moment iz wazylem 100kg i proba zdrowego odzywiania sie nie dawala duzego skutku /a trwalem w niej okolo 3miesiecy _ duuuuzo ruchu, basenu, silowni, biegaia i skakanki i schudlem 3kg/ a po wykonananiu 2 lewatyw automatycznie stracilem 3kg w ciagu 2 dni. Nie wiem czy tyle bylo kamieni czy czegokolwiek ale w ciagu miesiaca wykonalem jeszcze 3 lewatywy /co tydzien 1 lewatywe/ pijac przy tym duzo sokow i odzywiajac sie normalnie i waga wskazywala po 33 dniach ze 100 /97kg po 3miesiacach/ juz 91.5kg i odzyskalem niesamowicie duzo wiecej energi i zniknelo uczucie zmecznenia.
    Nie wiem wiec czy autor mial okazje na sobie zastosowac ktorakolwiek z ww ‚diet’ ale osobiscie odczulem duza zmiane w swoim zdrowiu i polaczeniu pary technik. Co do terapii Gersona to istnieją badania odnośnie skuteczności terapii Gersona w porównaniu z medycyna konwencjonalna w przypadku leczenia czerniaka, zostały opublikowane w MEDLINE (największa baza danych czasopiśmiennictwa dotyczącego nauk biomedycznych):

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9359807

    Badania były przeprowadzone w celu oceny pięcioletniego okresu przeżywalności 153 pacjentów cierpiących na czerniaka. Wykazały one, że 100 procent pacjentów z faza I i II poddanych terapii Gersona przeżyło, podczas gdy tylko 79 procent poddanych terapii konwencjonalnej. W odniesie­niu do przypadków w III fazie raka (z przerzutami w blis­kim regionie) liczby te przedstawiały się odpowiednio: 70 procent i 41 procent, zaś z faza IV (przerzuty w rejonach odległych) – 39 procent przy stosowaniu terapii Gersona i 6 procent w przypadku terapii konwencjonalnej.

    Wiec dane mowia za siebie.
    Pozdrawiam Marek

    • Witam serdecznie Szanownego Pana.
      Przede wszystkim, odniosę się najpierw do przytoczonych przez Pana badań w Instytucie Garsona : widziałem badania na które się Pan powołuje, ale o ile mi wiadomo nie zostały one potwierdzone przez inne, niezależne testy, nie można więc z pełną odpowiedzialnością mówić że „terapia jest skuteczna”. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że to publikacja wyników przez Instytut Garsona, dotycząca właśnie metody Garsona. Nowoczesna medycyna, nie może opierać się na tego typu doniesieniach, choćby z jednego powodu : wymagana jest powtarzalność wyników, szczególnie w świetle tak dobrych rezultatów, zawsze bowiem jest niebezpieczeństwo manipulacji danymi. Każdy z nas, tu się zapewne zgodzimy, chciałby by ta metoda była tak skuteczna jak donosi o tym I.G, ale nasze chęci i oczekiwania, to nie dane naukowe. Co do zaś lewatywy, chciałem jedynie podkreślić że wg Tombaka lewatywa ma oczyszczać z toksyn, a nie pomagać chudnąć. Pańskie samopoczucie, może więc wynikać np z efektu placebo, tak zaniedbywanego w przypadku terapii alternatywnych, a w rzeczywistości – bazujących na nim. Pisze Pan również, że stosował basen, siłownie, bieganie – nie przyszło Panu do głowy że faktycznie to zadziałało ? Co do samego Tombaka, jak już pisałem wyżej, naprawdę – ciężko ufać jest komuś, kto tylko czasami mówi prawdę. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia!

  • Walery

    Zapomniałeś dodać, że lewatywę stosuje się też w celach higienicznych przy pewnych praktykach seksualnych. Wtedy jest skuteczna :).

  • szurum

    Ślepa i nieprzejednana jest wiara w słuszność własnych racji i doświadczeń z lewatywami, (nie)przegotowaną wodą oraz własnoręcznie wyciskanymi sokami.
    Angażowanie się w obronę Tombaka i innych podobnych mu „uzdrowicieli” należałoby jednak poprzeć czymś więcej niż tylko własnym doświadczeniem. Może któreś z obrońców przytoczyłby badania, próby, wnioski a także kolejne badania, które potwierdzają wcześniejsze badania, próby, wnioski . Cokolwiek.

    Rozumiem natomiast efekt psychologiczny takich diet i terapii. Przede wszystkim jest nim lepsze ogólne samopoczucie wynikające z przeświadczenia, że coś dobrego się dla siebie robi, czy to traktując się (żywą) wodą, czy też praktykując lewatywy. Do tego dochodzi satysfakcja z poddania się rytuałom, które są niezbędną składową terapii uzdrawiających. Słowo rytuał jest jak najbardziej na miejscu, bo Tombak tworzy procedury nakazów i zakazów, których przestrzeganie jest warunkiem dobrej jakości życia, w tym głównie zdrowia fizycznego. To z kolei powoduje przeświadczenie, że skoro robimy co do joty tak jak każe uzdrowiciel, to zwalczymy chorobę, pokonamy słabość.

    Dla ciekawostki… Spotkałam się w książce M. Tombaka z szalonym pomysłem oddychania skórą ciała (płuca to nie wszystko). Tombak proponuje, byśmy, kiedy to możliwe, chodzili nago. Genialne.
    P.S. Książka o której piszę to „Droga do zdrowia”

    • lala

      … ale chyba to normalne, że skóra we właściwy dla siebie sposób oddycha?

    • Benek Benkowski

      Drogi kolego. Twierdzisz, że skóra ciała nie oddycha? To pamaluj się cały grubo farbą

  • Cóż, ja odsyłam do książki „Pole” Lynne McTaggart, która zbiera badania naukowe z ostatnich ~40 lat poświęcone tej dziwne stronie nauki, którą wiele osób krytykuje (liczne badania i dowody z zakresu m.in. fizyki kwantowej)

    Przede wszystkim przedstawiona u góry piramida jest już nieaktualna, wyrzuca się z jej podstaw węglowodany, a umieszcza zboża pełnoziarniste. Ponadto rozróżnia się też tłuszcze dobre i złe umieszczone odpowiednio wysoko i nisko w piramidzie.

    Co do IŻŻ – czytałeś kiedyś zalecenia dotyczące żywienia dzieci w szkołach, przedszkolach wydane przez tą szanowną instytucję? Nie? Polecam, ponieważ jak dla mnie jest to świetny przykład na to jak NIE żywić.

    Kamienie kałowe – porozmawiaj sobie z chirurgami operującymi jelita grube. Myślisz, że ich słowa można włożyć między bajki? Wiem, dopóki nie zobaczysz nie uwierzysz…

    Język Autor ma dość cięty i ciekawy, ale nie dość wiarygodny. A szkoda, bo widać, drogi Autorze, że nieźle grzebiesz w Internecie i faktycznie wyszukujesz dobre dane – tylko, niestety jednostronne.
    Nauka ma wiele dowodów na odrzucane przez Ciebie tezy, a to, że Rosjanie przodują w tych badaniach wcale mnie nie dziwi.

    ciekawa jestem Twojego wykształcenia?
    pozdrawiam :)

    • Gwoli ścisłości, podam przykład : nie można twierdzić że szczepionki powodują autyzm, bowiem brak jest badań które to potwierdzają, i teraz, tzw „dopuszczenie do głosu drugiej strony”, w myśl równowagi przekazu naukowego jest działaniem nie właściwym, z jednego prostego powodu : prawda naukowa nie jest demokratyczna, nie przegłosowuje się jej. Nie znaczy to oczywiście że leki które pomagają chorym na serce, nie mają skutków ubocznych, ale producent ma za zadanie takie przypadki opisywać w dokumentacji. Wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy, liczą się fakty na które się powołuje. Spłycanie treści do „Zioła są dobre, BigFarma jest zła” jest celową praktyką oszustów medycznych. Co do książki pani McTaggart, większych bzdur w życiu nie czytałem, sugeruje raczej lekturę tego artykułu.

      • Miki

        Hahaha :) …..”ale producent ma za zadanie takie przypadki opisywać w dokumentacji…. ” Poprawiłeś mi humor swoim naiwny podejściem. Ile Ty masz lat pisząc takie bzdury ? 5? może 6?A w wypowiedzi wyżej widzę twój wpis cyt.
        „Proszę zwrócić uwagę na fakt, że to publikacja wyników przez Instytut Garsona, dotycząca właśnie metody Garsona. ”
        Nawet nie jesteś konsekwentny w swoich wypowiedziach.Myślałem,że to konkretna strona a tu znowu kolejny „wyszczekany”, który udowadnia swoje przekonania w jednym poście a w drugim już dziala wręcz przeciwnie. mierność merytoryczna i tyle

  • tajler

    W jaki sposób tzw. dieta optymalna może prowadzić do hipercholesterolemii
    skoro cholesterol zawarty w jedzeniu tylko w niewielkim stopniu wpływa na
    poziom cholesterolu. Niech Pan poczyta o Ancelu Keysie i jego „badaniach”
    i w jaki sposób powstała teoria (oparta na fałszywych) o tym, że tłuszcze są złe.

    Jakoś tak się składa, że od 40 lat jemy coraz mniej tłuszczu, mamy coraz niższy
    poziom cholesterolu, połowa ludzi chodzi na fitness, a cukrzyków coraz więcej.

    To od czego ta cukrzyca?

    • tajler

      PS.
      A nawiązując niejako do Tombaka (nic z niego nie czytałem..) – skoro „oficjalna nauka” mija się z prawdą w jednej sprawie, to równie dobrze może się mijać w innych kwestiach…

      Nie jestem na diecie optymalnej, nie robię sobie lewatyw, nie oddycham przez skórę, aczkolwiek wolę zjeść kawałek wołowiny niż szklankę mąki.

  • Zdzicho

    Ale fajne piekiełko. Pan ToNiePrzejdzie dobrze wali ciupagą po oponentach, ale z umiarem i to mi się podoba. Czytałem Tombaka 3 książki – to jest ok. Jak nie pomoże to nie zaszkodzi – Tombak podaje sposoby uzupełniania flory. Podaje też alternatywne sposoby oczyszczania jelit. Poza tym oczyszczania innych narządów wewnętrznych, bo jelita to tylko niewinny początek wyprawy na śmietnisko. Ale to wszystko jest takie odrażające, że lepiej zająć się czyms innym i spokojnie chorować i umrzeć jak na obywatela XXI przystało i nie martwic się o emeryturę itp.

  • Piotrze,
    chciałeś BADANIA NAUKOWE dot. RAKA:
    http://www.rath.co.uk/pdf-files/cancer_review_screen.pdf

    Proszę – konkrety… i żeby nie było, że to badania dr Ratha ;)
    Są to zebrane najważniejsze osiągnięcia w zakresie prewencji i cofania zmian nowotworowych z użyciem poszczególnych komórkowych składników odżywczych.

  • andrzej

    Witam. Przeczytałem uważnie tekst Pana podpisującego się „To nie przejdzie” Mam nieodparte wrażenie, że pan jest zwolennikiem tylko jednej opcji: oficjalnej akademickiej medycyny i teorii żywieniowych opartych na nauce. Nie bierze Pan pod uwagę, że większość naukowców po prostu kłamie, nagina wyniki badań realizując swoje lub inne interesy. Gdyby to co Pan Twierdzi było prawdą to wokół mielibyśmy długowiecznych i tryskających zdrowiem ludzi. Niestety jest inaczej. Moje doświadczenia są zgoła inne. Ludzie którzy dokonali prostych zmian żywieniowych i to nie tych lansowanych przez żywieniowców powychodzili z miażdżycy, cukrzycy, nadciśnienia czy reumatyzmu. Detoksykacja organizmu czy się to panu prześmiewcy podoba czy nie istnieje. Wiele z funkcji wątroby to detoksykacja. Służą temu również nerki, płuca i skóra. Wydaje się Panu, że przypuszczając frontalny pseudo inteligencki atak na niektóre metody naturalne zdobędzie Pan poklask i przewagę nad innymi. Pozostaje tylko żałosne ha, ha. A tak na marginesie? Kto Panu płaci?

    • Witam również. Spieszę z wyjaśnieniami :

      1)

      „Nie bierze Pan pod uwagę, że większość naukowców po prostu kłamie, nagina wyniki badań realizując swoje lub inne interesy”

      Jak duża jest ta większość? Czy ma Pan dowody potwierdzające Pana rewelacje?

      2) O ile mnie pamięć nie myli przez ostatnie 100 lat, zwiększyliśmy średnią długość życia, dzięki „naukowcom którzy kłamią, do 75. Proszę przestudiować krzywe średniej długości życia i samemu wyciągnąć wnioski.

      3)

      ” Wiele z funkcji wątroby to detoksykacja. Służą temu również nerki, płuca i skóra. ”

      Bardzo słusznie, czy zauważył Pan wśród wymienianych organów, plastry, mixtury, lewatywy i tym podobne bzdety? Jak Pan sądzi dlaczego?

      4)

      ” A tak na marginesie? Kto Panu płaci?

      Pan ToNiePrzejdzie, gdybym Pan był łaskaw zauważyć, podpisuje się imieniem i nazwiskiem, w sekcji Kontakt. Problem w tym drogi Panie że _niestety_ za wszystko tu, płacę sam. Hosting i domena kosztują mnie 120 zł rocznie, acz zejde z kosztów w przyszłym roku, sam również finansuje sobie zasoby energetyczne na odpisywanie takim ludziom jak Pan, Enea niestety nie robi dla mnie wyjątku, także kawa, dzięki której zachowuję trzeźwość umysłu i energię na wyszukiwanie informacji nie spada z nieba. Kupuję ją za własne pieniążki w pobliskim sklepie.

      Pozdrawiam.

  • andrzej

    Widzę, że Pan niestety bardzo mocno polubił naukę. I święcie wierzy w propagandę, ze medycyna przedłużyła średnią długość życia. Obojętnie jak by Pan nie twierdził to pana źródła pochodzą z tzw. badań naukowych. Z nimi jest tak: ich poziom nie wykracza poza egoistyczne dążenia do uzyskania profitów nie tylko materialnych a większość i tak dąży do potwierdzenia za wszelką cenę swoich tez na zasadzie że jeżeli fakty przeczą tezie tym gorzej dla faktów. Merytoryczna dyskusja drogi Panie to nie totalna krytyka wszystkiego co nie naukowe a totalna pochwała tego co naukowe. Jeżeli naukowa medycyna jest tak dobra to proszę mi pokazać te tłumy ludzi zdrowych. I nie powołuj się Pan na tych co zniszczeni przez leki chemiczne próbują resztki zdrowia ratować inaczej. Przykładem są nowotwory.
    I na koniec: proszę nie posługiwać się manipulacją. Jestem zbyt świadomy więc nie dam się nabrać na Pana technikę. To, że nie ma wyników jakiś badań, to po pierwsze nie znaczy, że ich nie przeprowadzano, po drugie, że jeżeli przeprowadzono a nie były zgodne z oczekiwaniami ich po prostu nie opublikowano. Jakimi oczekiwaniami? Dobre pytanie. Na których można zarobić.

    • Merytoryczna dyskusja drogi Panie

      Merytorycznego dyskutanta poznaję po tym, że zawsze na końcu pyta: „A tak na marginesie, kto panu płaci?”.

  • andrzej

    Bart jest doskonale zorientowany kto jest a kto nie jest merytoryczny. Jasnowidz jakiś czy co?

    • Nie trzeba być jasnowidzem. Wystarczy zauważyć, że dyskutant nie podaje żadnych argumentów, a jedynie powtarza doskonale znane NewAge’owo-altmedowe pierdololo o skorumpowanych naukowcach i chorych zniszczonych przez chemię, oskarżając kogo się da o skorumpowanie i głupotę, jako wisienkę na torcie dorzucając trochę teorii spiskowych. Ot, typowy Otchłaniowy komcionauta, na polemiki z którym szkoda czasu, chyba że ktoś akurat bardzo się nudzi (tak jak ja teraz).

      • @andrzej :
        Tak drogi Panie, bardzo polubiłem naukę, natomiast znielubiłem wszelką grandę, szarlatanerię, oszustowość i pozbawioną jakichkolwiek dowodów pseudonaukę. Pan natomiast szkaluje mnie i mnie podobnych nie znając nas wcale, do tego, na podstawie własnej ignorancji, bo Panu się nie chce zerknąć do linków czy przypisów, na których punkcie mamy zdrowego jobla.

        Ma Pan coś merytorycznego do powiedzenia/napisania – bardzo proszę, podyskutujemy, jeśli zaś ma Pan ochotę nawrzucać nam że jesteśmy na pasku BigFarmy, proszę sobie darować, przerabialiśmy to setki raz.

        @Bart : Książkę jakąś poczytaj ;) PS. ‚komcionauta’ :D

  • andrzej

    No proszę uderz w stół a nożyce się odezwą. A gdzież to Pan widzi merytoryczne argumenty w swoich artykułach? Jeżeli neguje Pan coś to na Panu ciąży obowiązek dostarczenia dowodów. Nie wystarczy tylko coś nazwać głupią szarlatanerią. Z kolei Pan Bart nie podawszy żadnego merytorycznego argumentu wdaje się w dyskusję używając starych sprawdzonych metod. Skąd my to znamy? Opluwając innych krzyczymy, że sami jesteśmy opluwani. Pokażcie wreszcie merytoryczne argumenty ale litości nie na zasadzie bo jestem do czegoś przekonany i już. To są metody małego Kazia.
    Kiedy panowie będziecie wisieć kiedyś u klamki panów doktorów z tytułami naukowymi żebrząc o ulgę w cierpieniach lub o łaskę przedłużenia życia nie omieszkajcie wspomnieć o tym jak bardzo byliście zwolennikami naukowego podejścia do zdrowia. Może coś wam skapnie.

    • Jeżeli neguje Pan coś to na Panu ciąży obowiązek dostarczenia dowodów.

      To nie do końca tak. Jeśli ktoś zgłasza się z nieprawdopodobną teorią, np. że człowiek nosi w sobie kilka kilo kamieni kałowych, to na nim spoczywa obowiązek dostarczenia dowodów, w dodatku tak solidnych (nomen omen), żeby przeważyły setki tysięcy kolonoskopii, podczas których kamieni kałowych nie wykryto.

      Z kolei Pan Bart nie podawszy żadnego merytorycznego argumentu wdaje się w dyskusję używając starych sprawdzonych metod.

      Słowo, którego szukasz, to „ubeckie”.

      Kiedy panowie będziecie wisieć kiedyś u klamki panów doktorów z tytułami naukowymi żebrząc o ulgę w cierpieniach lub o łaskę przedłużenia życia nie omieszkajcie wspomnieć o tym jak bardzo byliście zwolennikami naukowego podejścia do zdrowia.

      UMIERAM W CIERPIENIU, BO NIE WIERZYŁEM W DIETĘ OPARTĄ NA TŁUSZCZU I KAMIENIE W DUPIE.

      Gospodarz wybaczy brzydki wyraz.

  • andrzej

    Panie Bart. Widzę, że przejął Pan inicjatywę w tej – nie nazwę rozmowy -ponieważ jest to pyskówka w stylu narzuconym przez Pana i kolegę To nie przejdzie. Proponuję wizytę w najbliższej klinice onkologii i przyjrzenie się ludziom „leczonym” naukowo sprawdzonymi metodami. Potem proszę zawitać do dowolnej przychodni z licznych „leczących” naukowo przewlekle chorych ludzi. I proszę mi wytłumaczyć dlaczego nauka nie może im pomóc skoro taka potężna. Współczesna medycyna oparta na naukowych podstawach jest niczym innym tylko wielkim biznesem. Stąd paradygmat zapewniający stały rozwój rynku. Czy to się komuś podoba czy nie to rynkiem nie jest zdrowie tylko choroba. Wyleczony skutecznie człowiek nie zaprząta sobie głowy lekarzami i tracą oni źródło dochodu. Żelazna logika chciwych zysków ludzi, której nie zmieni kilku Judymów. Gdyby płacono za uzyskanie zdrowia to pełno by było ludzi zdrowych. Niestety tak nie jest. A tak na koniec, to czy Pan wierzy w to czy nie to i tak nie zmienia faktu, że w jelicie grubym ma Pan złogi kałowe. Ludzie spożywający przetworzone pokarmy po prostu je mają. Nie mówiąc już o zablokowanych wątrobie i nerkach. Moja znajoma kilkanaście miesięcy temu miała wyznaczony termin na usunięcie woreczka żółciowego. Nie mogła normalnie funkcjonować z bólu. Poradziłem jej płukanie wątroby. Zeszło mnóstwo złogów. Do dzisiaj przeprowadziła kilkanaście bezbolesnych i nie dokuczliwych zabiegów płukania wątroby i ma się znakomicie. Uniknęła operacji zachowując to co naukowo wyedukowani lekarze traktują jako śmieć do usunięcia – woreczek żółciowy. Tylko, ze na tym pukaniu nikt nie zarobił, dlatego tego rodzaju metody są opluwane. I Pan niestety bierze w tym udział. Zaznaczam, że takich przypadków znam wiele. Drogi Panie. Argumentem nie są nawet najgłośniej publikowane badania naukowe. Argumentem są odzyskujący zdrowie ludzie. ja ich znam wielu, i to nie są ci co polegają na naukowej medycynie. Wyjątkiem jest medycyna ratunkowa. Po wypadku trzeba człowieka poskładać.

    • Proponuję wizytę w najbliższej klinice onkologii i przyjrzenie się ludziom „leczonym” naukowo sprawdzonymi metodami.

      Wiesz co, zaczynają mnie męczyć takie historie, bo one z pozoru są tylko zabawnymi przykładami ludzkiej głupoty, ale jak się ich odpowiednio dużo zgromadzi, to znajdą się chorzy, którzy zrezygnują z ratujących (lub chociażby przedłużających) życie chemioterapii czy naświetleń. Otóż, drogi cymbale, onkolodzy potrafią pomóc ludziom, wbrew temu, co twierdzisz ty i tobie podobni. I bardzo mnie smuci, że jako niewierzący nie mogę powiedzieć, że spotka was sprawiedliwość za to kiedyś, w dodatku wiem, że święcie wierzycie, że pomagacie ludziom takimi tekstami. Nie pomagacie. Możecie naprawdę komuś zaszkodzić. Zastanów się na tym i przemyśl, czy jesteś gotów ponieść taką odpowiedzialność. Twoja ignorancja może zabić, pacanie.

  • andrzej

    To jest Twój poziom merytoryczny. Nie przyszło Ci do głowy obrażając mnie jakie mam osobiste doświadczenia z nowotworami? Wstyd. Ale czy Ty masz poczucie wstydu? Inwektywy którymi się posługujesz każą w to wątpić.

  • Andrzej

    Panowie blogerzy. W starciu z Bartem, Piotrem i im podobnymi przygotujcie się na konieczność dowodzenia dowodów popartych dowodami w oparciu o dowody udowodnione przez naukowców dowodzących dowodami dowody w powiązaniu z dowodami opartymi na dowodach. a i tak oni będą górą, ponieważ tak sobie założyli i już.
    Piotrze, powoływałeś się na dowody wynikające z badań opartych na tzw. randomizowanej ślepej podwójne próbie. Jest to ogólnie rzecz ujmując arbitralne losowe wybranie grupy kontrolnej chorych którym jednej połowie bez ich wiedzy i świadomości podaje się placebo a drugiej lek. Powiedz, jak to się ma do etyki i moralnej odpowiedzialności za losy świadomie w błąd wprowadzanych ludzi. W przypadku nowotworów jest to niegodziwe. Wielu nie przeżywa takiej wielomiesięcznej próby wierząc do końca, że lekarze z tytułami naukowymi robili wszystko co w ich mocy by ich uratować. Tymczasem służyli za króliki doświadczalne. Kto dał prawo tym naukowcom i farmaceutom decydować o ich losie i losie ich najbliższych nawet, jeżeli przyświecał im szczytny cel? Od kiedy to cel uświęca środki? Jak to się ma z twoim poczuciem etyczno moralnym? Chciałbyś żebyś Ty lub ktoś z twoich bliskich trafił na takie badania?

    • Bulba

      Tekst „arbitralnie losowe wybranie grupy kontrolnej” mnie zabił. Jesteś skończonym imbecylem, wiesz?

  • Jest to ogólnie rzecz ujmując arbitralne losowe wybranie grupy kontrolnej chorych którym jednej połowie bez ich wiedzy i świadomości podaje się placebo a drugiej lek.

    Za ich zgodą.

    Powiedz, jak to się ma do etyki i moralnej odpowiedzialności za losy świadomie w błąd wprowadzanych ludzi.

    Właśnie tak.

    • Wielu nie przeżywa takiej wielomiesięcznej próby wierząc do końca, że lekarze z tytułami naukowymi robili wszystko co w ich mocy by ich uratować. Tymczasem służyli za króliki doświadczalne.

      Ja już wiem, że jesteś dumnym ze swej ignorancji idiotą, ale czyta to młodzież, trzeba jej uświadomić, że etyczne zagadnienia badań klinicznych są dużo bardziej skomplikowane niż się Andrzejowi wydaje, istnieją specjalne komisje etyczne, które aprobują bądź odrzucają projekty badań. I w żadnym standardzie nie mieści się prowadzenie badań klinicznych, w których chorym odmawia się ratującego czy przedłużającego życie lekarstwa. Takie zgody wydaje się ekstremalnie rzadko. Dlatego zresztą szarlatani i oszuści handlujący „medycyną alternatywną” mogą twierdzić, że „nie udowodniono braku działania naszej brei, nie ma odpowiednich badań” – odpowiednich badań brakuje, bo mało która komisja etyki zgodzi się na badania kliniczne ze ślepą próbą, w których jednej grupie pacjentów odmówi się działania dobroczynnych leków, np. chemioterapii, a w zamian podda ich się nienaukowym, pozbawionym podstaw teoretycznych pseudoterapiom wymyślonym przez amatorów.

    • andrzej

      Wiesz, przeczytałem ostatnio to: Dr. Jerzy Jaśkowski “Współczesna medycyna” Pouczająca lektura. Myślę, że wiesz o wiele więcej.

  • Andrzej

    Młodzież czyta i się uczy od Ciebie jak tracić opanowanie i używać chamskiego języka. Dobroczynna chemioterapia, śmiechu warte? Ja już wiem co to znaczy dobroczynna chemioterapia. Przekonałem się na moich bliskich i przyjaciołach. Ty też może kiedyś tego doświadczysz. Wtedy mina Ci zrzednie, ponieważ u kresu swoich dni nie będziesz mógł liczyć na powtórkę z rozrywki. I cała wiedza o teorii ewolucji oraz na prawie wszystkie tematy świata pójdzie do piachu. Oczywiście nie życzę tego Tobie tylko, że jet to niestety smutna rzeczywistość.

  • a już wiem co to znaczy dobroczynna chemioterapia. Przekonałem się na moich bliskich i przyjaciołach.

    Zioła i modlitwy nie pomogły?

  • Andrzej

    Być może sam się przekonasz kiedyś jak usiądziesz sobie wygodnie w gabinecie, przyjdą do cCiebie pielęgniarki zaopatrzone w ubrania i fartuchy jakby na zagrożenie chemiczne i będą Ci wlewali do żył czerwoną breję, po której w ciągu kilku godzin będziesz się tarzał po podłodze targany torsjami, sikał z krwią i bełkotał z radości, że jednak jesteś uprzywilejowany, bo inni muszą odstać swoje w kolejce. Potem po kilku miesiącach jak zostaniesz wrakiem człowieka, łysy, żółty na twarzy i słaniający się na nogach, będziesz stał w kolejce razem z Tobie podobnymi po kolejne porcje podobno ratującego życie „leku”. W kontakcie z panami w białych kitlach będziesz tylko numerem statystycznym choroby a diagnoza będzie stawiana poprzez kliknięcie paru klawiszy w komputerze, gdzie się od razu wyświetli ile tej brei mają Ci po raz kolejny wlać. Jak już nie będziesz w stanie nic jeść i robić i założą Ci pampersy, to z pewnością pokrzepi Ciebie myśl, że dostałeś przecież to na co zasłużyłeś jako piewca prawdy objawionej opartej na tylko prawdziwych badaniach medycznych. I będziesz sobie spokojnie leżał w hospicjum zadowolony z dobrze spełnionej misji bronienia tej drogi dochodzenia do zdrowia. Po zakończeniu tego dramatu, bez oklasków inni pójdą do własnych spraw a powoli słuch o Tobie zaginie. Po Tobie przyjdą inni jako nowy gatunek człowieka homo patiens. Na razie jesteś arogancki, bo pewnie Ci nic nie dolega. Ale nie jesteś wyjątkiem. Na Ciebie też przyjdzie kres.
    To i tak łagodne słowa w stosunku do Twojego jęzora. Oczywiście jest to tylko fikcja. Życzę Ci lepszych doświadczeń życiowych i jak najdłuższego życia w pełnym zdrowiu. Ale nic więcej nie mogę, tylko życzyć. Czy życzenia są skuteczne? Pewnie i na to znalazłyby się jakieś badania, gdyby tylko udało się na tym zarobić niezłe pieniądze. Tylko ta konkurencja. Jak to opatentować? Zamknąć ludziom gęby?

    • Potem po kilku miesiącach jak zostaniesz wrakiem człowieka, łysy, żółty na twarzy i słaniający się na nogach, będziesz stał w kolejce razem z Tobie podobnymi po kolejne porcje podobno ratującego życie „leku”.

      W zasadzie nie powinno mnie dziwić, że nie rozumiesz, że ludzi zabija rak, nie chemia.

      To i tak łagodne słowa w stosunku do Twojego jęzora.

      Ponieważ wygadywanie szkodliwych bzdur i odwodzenie chorych od ratujących im życie procedur nie jest niestety karalne, porządnym ludziom zostaje tylko potępianie takich gnojków.

      • Linda

        To bardzo dziwne że rak zabija a nie chemia ,hmmm jakoś ludzie żyją z rakiem latami a po przypadkowym rozpoznaniu i szybkim podaniu chemii uwijaja się w kilka tugodni .

        • Benek Benkowski

          Dokładnie Linda. Też już dawno temu zwróciłem na to uwagę. Czasami ludzie idą na kontrolę aby zszokowani dowiedzieć się, że mają zaawansowanego raka i po tym fakcie dosyć szybko już odchodzą z tego świata. To jest ciekawostka. Choć mam na to swoją teorię… Może tu ogromnie oddziałuje psychika gdzie ludzie totalnie załamują się psychicznie po diagnozie i nastawiają na rychłe odejście, „programują się” na śmierć.

  • Andrzej

    W zasadzie mnie nie dziwi, że nie rozumiesz co to jest rak. Jak wleją Ci kiedyś pierwszą chemię to zrozumiesz. I pokaż mi, że otwarte mówienie o skutkach chemioterapii to odwodzenie ludzi od tego leczenia? Ludzie mają wolną wolę. Zdecydowana większość powiedzmy 99.9 % idzie na konwencjonalne procedury więc gdzie problem? Trzeba rzeczywiście nie mieć uczciwości w sercu by zaprzeczać, że okaleczenia wynikające z tej najbardziej agresywnej i jatrogennej terapii nie jest istotne. Ten termin nie ja wymyśliłem. Wrzeszczysz z oburzenia na to, że ułamek procenta ludzi jednak chce pójść własną drogą i odchodzi od medycyny akademickiej. Obłuda i zakłamanie. To co Ty uprawiasz to nie zachęta do dokonania wyboru lecz brutalne wchodzenie z butami w psychikę ludzi chorych postawionych przed ścianą terroru machiny medycznej i farmaceutycznej. I nie wciskaj mi ciemnoty, że zachęcam do medycyny alternatywnej. Nie zachęcam do żadnej opcji bo jedna i druga jest medycyną. Jedynie dobry w leczeniu jest sam organizm. Trzeba mu tylko dać narzędzia w postaci dobrego pokarmu ( nie śmieci) i tlenu, oraz niekiedy wspomóc dobrymi metodami terapeutycznymi, ale tylko wspomóc. To jest takie proste, że wielu nie chce w siłę własnego ciała uwierzyć. Najciemniej pod latarnią. W przeciwieństwie do Ciebie ślepo zapatrzonego w jedną opcję mam wiedzę z dwóch stron więc mogę wybrać. Ty nie. Bo dla Ciebie świat jest tylko czarno-biały.
    Zupełnie w swojej arogancji i ignorancji nie zauważyłeś, że podkreśliłem wyjątkową rolę medycyny ratunkowej ze swoimi niewątpliwie pięknymi dokonaniami. Ale cóż. Nic nowego pod słońcem.

    • disqus_4ZuVqH62x0

      Przpraszam skąd wziąłeś dane że 0,01 procenta decyduje się na zasostowanie metod niekonwencjonalnych? Bo ja widząc ilość odpowiedzi na tym forum, liczbę sklepów ezoterycznych czy różne warsztaty o tej samej tematyce powiedziałbym że znacznie więcej. Sam wiem coś na ten temat bo znałem i w rodzinie i poza nią ludzi którzy stosowali różne alternatywne terapie, a jendak z każdym razem gdy chodziło o raka okazywało się, że są one bezsilne

      • Katarzyna Kamieniarz

        odpowiedz jest naprawde prosta i wymaga odrobiny jedynie wysiłku umysłowego -popatrz na kolejki u onkologa. jakos pustki nie ma.

  • W przeciwieństwie do Ciebie ślepo zapatrzonego w jedną opcję mam wiedzę z dwóch stron

    Haha, nie.

  • Andrzej

    Ale to prawda. Teoretyczną. ponieważ dostęp do niej jest dla każdego oraz z doświadczenia. Wieloletniego. I Twoje ha ha tego nie zmieni.

  • andrzej

    Ale jest też druga strona medalu. Nie wszyscy naukowcy pasują do naszych wyobrażeń o obiektywnych, żarliwych poszukiwaczach prawdy, prowadzących badania bez względu na to, jak ona wygląda. Aż nazbyt wielu wybiera tylko materiały potwierdzające ich teorie, odrzucając te, które im zaprzeczają. Donoszą o rezultatach studiów, których nigdy nie przeprowadzili, i o eksperymentach, których wcale nie było, a gdy czegoś nie mogą dowieść, uciekają się do fałszerstwa. Dokonują plagiatów z publikacji innych naukowców. Sporo z nich przypisuje sobie autorstwo artykułów, nad którymi w ogóle nie pracowali, a może nawet nigdy ich nie widzieli.
    Wielkie oszustwa może zdarzają się rzadko, ale wspomniane wyżej praktyki są powszechne. Jeszcze częściej popełnia się dwa inne rodzaje oszustw, oba powiązane z kłamliwą propagandą. Problem ten omawiamy tu w czterech kolejnych artykułach.

    *** g90 8.5 ss. 3-4 Oszustwa w nauce — na pierwszych stronach gazet ***
    Oszustwa w nauce — na pierwszych stronach gazet
    Jak wynika z zamieszczonych obok nagłówków gazetowych, reputacja naukowców jako ludzi całym sercem oddanych prawdzie została zaszargana.
    „Etyka naukowców”
    „W amerykańskiej Izbie Reprezentantów toczą się burzliwe debaty nad takimi sprawami, jak: oszustwo, postępowanie nieetyczne i konflikt interesów w kołach naukowych” (Science z 7 lipca 1989).
    „Czy naukowcy szachrują?”
    „Po wstępnym zbadaniu sytuacji komisja [Kongresu USA] znalazła więcej powodów, by sądzić, że widoczny jest zaledwie wierzchołek potężnej i niebezpiecznej, wręcz zgubnej góry lodowej” (Program NOVA, nadany 25 października 1988 roku przez amerykańską sieć radiowotelewizyjną PBS).
    „Dwie nowe próby odpowiedzi na pytanie: Dlaczego naukowcy oszukują?”
    „Pytanie było dosyć niewinne: Jak się zachowują uczeni, gdy nikt nie patrzy? Odpowiedź była niepokojąca: Nie za dobrze — czytamy w artykule, który się w tym miesiącu ukazał w angielskim piśmie Nature” (Newsweek z 2 lutego 1987).
    „Społeczność kłamców? Naukowcy fałszują wyniki badań”
    „W studium ogłoszonym w zeszłym miesiącu oskarżono 47 naukowców z wydziałów medycznych Harvardu oraz Emory University o publikowanie mylących artykułów” (U.S. News & World Report z 23 lutego 1987).
    „NIH uważa opublikowaną pracę za plagiat”
    „Zespół ekspertów twierdzi, że badacz wykorzystał do własnej pracy dane z opiniowanego przez siebie artykułu; (…) Według NIH [Państwowe Instytuty Zdrowia w USA] należy wszcząć postępowanie dyscyplinarne” (Science z 14 lipca 1989).
    „Pobłażliwość sprzyja oszustwom w laboratoriach”
    „Naukowcy amerykańscy prowadzący badania w dziedzinie biomedycyny, chcąc opublikować więcej artykułów i lepiej zarobić, pracują niedbale, a niekiedy nawet popełniają oszustwa” (New Scientist z 25 lutego 1989).
    „Uczeni przesuwają granice oszustwa”
    „Oszustwa oraz zaniedbania w nauce mogą być częstym zjawiskiem wśród uczonych — ostrzegało w zeszłym tygodniu pismo Nature” (New Scientist z 22 stycznia 1987).
    „Naukowiec oskarżony o plagiat ustępuje ze stanowiska”
    „Biochemik oskarżony o to, że w swej książce na temat odżywiania i raka dopuścił się plagiatu z raportu Państwowej Akademii Nauk, ustąpił ze stanowiska w Fundacji Szpitalnej w Cleveland” (Science z 4 września 1987).
    „Pigułka: Testy bezpieczeństwa sfałszowane przez profesora”
    „Popełnione przez niego fałszerstwo stawia pod znakiem zapytania wyniki testów bezpieczeństwa pigułek zażywanych przez mniej więcej 2 m[iliony] kobiet w Wielkiej Brytanii i 10 m[ilionów] na całym świecie” (The Sunday Times z 28 września 1986).
    „Niechlubne odejście liczącego się farmakologa”
    „Odszedł w zeszłym tygodniu, gdy niezależna komisja stwierdziła, że dopuścił się naukowego oszustwa” (New Scientist z 12 listopada 1988).
    „NIMH odkrywa ‛ciężkie przewinienie’”
    „Według wstępnego raportu z dochodzenia, przeprowadzonego w USA z polecenia Państwowego Instytutu Zdrowia Psychicznego [NIMH], chodzi o zaskakująco długotrwałe, skandaliczne i rozmyślne oszustwo naukowe” (Science z 27 marca 1987).
    „‛Oszustwo’ w badaniach zatruwa elitarne uniwersytety”
    „Wybitny psychiatra z Bostonu, oskarżony o plagiat, ustąpił ze stanowiska dyrektora szpitala psychiatrycznego przy uniwersytecie harwardzkim” (New Scientist z 10 grudnia 1988).
    „Sprawa ‛przestawionych’ skamieniałości”
    „Wybitny naukowiec australijski prześledził prowadzone przez dwa dziesięciolecia prace nad dziejami geologicznymi Himalajów i uznał, że może tu chodzić o największe oszustwo wszystkich czasów w dziedzinie paleontologii” (Science z 21 kwietnia 1989).
    „Teraz czasopisma pod obstrzałem”
    „W szczególności [mówił] o tym, jak liczne czasopisma [naukowe] pobłażliwie traktują oszustwa w nauce. (…) To samo wezwanie, które już wystosowano do innych przedstawicieli społeczności naukowej, teraz skierowano do czasopism: Zróbcie u siebie porządek, w przeciwnym razie bowiem zabiorą się do tego prawodawcy” (The AAAS Observer z 7 lipca 1989).

    *** g90 8.5 ss. 5-7 Oszustwa w nauce — dlaczego się mnożą ***
    Oszustwa w nauce — dlaczego się mnożą
    „WZMAGA się zaciekła rywalizacja. Zwycięzcy są wspaniale nagradzani, zwyciężonych czeka zapomnienie. W takiej atmosferze niekiedy trudno się oprzeć pokusie pójścia na nieuczciwe skróty, zwłaszcza że społeczeństwo rzadko kiedy przeciwstawia się zdecydowanie temu złu”. Tak zaczynał się artykuł zatytułowany „Publikuj, bo przepadniesz — albo sfabrykuj”, który się ukazał w czasopiśmie U.S. News & World Report. Żeby więc nie przepaść, wielu naukowców ucieka się do fałszerstw.
    Uczeni znajdują się pod silną presją, by jak najwięcej publikować w czasopismach naukowych. Im dłuższa jest lista artykułów wydanych z nazwiskiem danego autora, tym większe ma on szanse otrzymania pracy, awansu, posady na uniwersytecie oraz rządowego wsparcia finansowego dla jego badań. Rząd federalny w USA „kontroluje największe źródło funduszy na badania: 5,6 [miliarda] dolarów rozdzielanych każdego roku przez Państwowe Instytuty Zdrowia [NIH]”.
    Ponieważ „społeczność naukowa nie zabiera się do rozstrzygnięcia swego dylematu etycznego”, a ponadto „jakoś dziwnie unika bliższego zbadania jej postawy moralnej”, i „nie kwapi się do zrobienia u siebie porządków lub choćby do zwrócenia baczniejszej uwagi na popełniane wykroczenia”, komisje Kongresu amerykańskiego rozpoczęły przesłuchania i zastanawiają się nad uchwaleniem przepisów, które by tu wprowadziły należyty ład (New Scientist; U.S. News & World Report). Oczywiście taka perspektywa wcale nie odpowiada naukowcom. Niemniej pewne czasopismo naukowe stawia pytanie: „Czy nauka przestrzega czystości i porządku we własnym domu?” I samo odpowiada: „Nawet te skąpe informacje, które docierają do opinii publicznej, nasuwają poważne wątpliwości”.
    Niektórzy badacze pomijają wyniki nie pasujące do tego, co chcą udowodnić (preparowanie); drudzy podają większą liczbę testów bądź doświadczeń niż ich w rzeczywistości przeprowadzili (trymowanie); inni przypisują sobie dane uzyskane przez drugich badaczy lub ich pomysły (plagiatorstwo); jeszcze inni opisują eksperymenty, których wcale nie robili, i podają rezultaty, których nigdy nie uzyskali (podrabianie). W pewnym czasopiśmie naukowym zamieszczono żart rysunkowy, wykpiwający tę ostatnią grupę oszustów; naukowiec rozmawia z kolegą o trzecim uczonym: „Publikuje tak dużo artykułów, bo skończył kurs twórczego pisarstwa”.
    „Co w naszych czasach jest głównym produktem badań naukowych? Odpowiedź brzmi: papier” — czytamy w U.S. News & World Report. „Co roku ukazują się setki nowych czasopism, by pomieścić ten zalew artykułów naukowych, który wyduszają z siebie uczeni w przekonaniu, że ich droga do sukcesu zawodowego prowadzi przez długą listę publikacji”. Celem jest ilość, a nie jakość. W 40 000 czasopism pojawia się co roku milion artykułów. W części tego nawału „występują wyraźne objawy pewnych zasadniczych schorzeń, między innymi rozpowszechnionej wśród uczonych postawy ‛publikuj, bo przepadniesz’, która obecnie daje o sobie znać jak jeszcze nigdy i która ośmiela do puszczania w obieg tandety, powtórzeń, pustosłowia, a nawet szalbierstwa”.
    Dr Drummond Rennie z kolegium redakcyjnego pisma The Journal of the American Medical Association tak się wypowiedział na temat złej jakości nadsyłanych prac: „Wygląda na to, że nie ma badań tak fragmentarycznych, hipotezy tak trywialnej, cytatu z literatury tak stronniczego lub samochwalczego, koncepcji tak krętej, metodyki tak nieudolnej, sposobu przedstawiania wyników tak nieścisłego, niejasnego i niespójnego, analizy tak ukierunkowanej, argumentacji tak mętnej, wniosków tak błahych lub nieuzasadnionych ani tekstów tak skłóconych z zasadami gramatyki i składni, żeby nie mogły ukazać się w druku”.
    Mucha urasta do rozmiarów słonia
    Ulegając hasłu „publikuj, bo przepadniesz”, wielu naukowców doszło do mistrzostwa w sztuce mnożenia liczby swoich artykułów; skromny dorobek potrafią rozdmuchać do niebywałych rozmiarów. Na przykład po napisaniu jednego artykułu dzielą go na cztery krótsze, co w żargonie środowiskowym nazywają „krojeniem salami”. Dzięki temu lista ich publikacji wydłuża się nie o jeden nowy artykuł, ale o cztery. Niekiedy wysyłają ten sam artykuł do kilku czasopism i wtedy liczą go tyle razy, ile razy został opublikowany. Nierzadko jeden artykuł podpisuje kilku uczonych i każdy dołącza go do swej listy. Dwu- lub trzystronicowy artykuł ma nieraz 6, 8, 10, 12 lub więcej autorów.
    W programie z serii NOVA, zatytułowanym „Czy naukowcy szachrują?” i nadanym 25 października 1988 roku, pewien uczony powiedział w związku z tą praktyką: „Każdy stara się dopisać swoje nazwisko do jak największej liczby publikacji, wskutek czego często się zdarza, że duży zespół liczący 16 osób podpisuje jedną pracę, której może w ogóle nie warto było drukować. Taki jest rezultat szaleńczej pogoni za sukcesem, walki konkurencyjnej, prymitywnej mentalności, przy której liczy się jedynie ilość i której niewątpliwie sprzyja obecna struktura nauki w USA”. Niejeden ze współautorów mógł mieć bardzo znikomy udział w napisaniu danego artykułu, mógł go nawet wcale nie czytać, a mimo to dołącza go do listy swoich publikacji. Takie rozdęte wykazy są brane pod uwagę podczas przyznawania z funduszy społecznych setek tysięcy dolarów na badania naukowe.
    Koleżeńskie recenzje zabezpieczeniem przed oszustwami?
    Wydawcy czasopism naukowych częstokroć — choć nie zawsze — przed opublikowaniem artykułów dają je do przejrzenia innym uczonym. Teoretycznie takie recenzje mają wyeliminować naciągania i błędy. „Nauka koryguje się sama i żadna inna gałąź twórczości umysłowej nie może jej w tym dorównać”, oświadczył Isaac Asimov. „Nie ma żadnej innej dziedziny, która by miała taki mechanizm samokontroli”. Asimov dziwił się, że „tak rzadko dochodzi do skandali”.
    Wielu innych jednak nie podziela takiego poglądu. Koleżeńskie recenzje to „kiepski sposób na wykrywanie oszustw”, ocenił cytowany już dr Drummond Rennie. W American Medical News czytamy: „Recenzowane czasopisma, które niegdyś uchodziły za prawie nieomylne, muszą teraz przyznać, że nie potrafią wyeliminować fałszerstw”. „Przeceniano zalety takich recenzji”, oświadczył dziennikarz piszący artykuły medyczne i felietony dla gazety The New York Times.
    Czasopismo Science poinformowało, że pewien uczony, któremu dano do przejrzenia artykuł innego naukowca, został oskarżony o plagiat. Jak podają NIH, „wykorzystał do własnej pracy dane z opiniowanego przez siebie artykułu”. Takim postępowaniem „podrywa się zaufanie stanowiące podstawę systemu pisania recenzji”. W tym wypadku uznano, że winny „nie będzie mógł w przyszłości korzystać z funduszy państwowych”.
    „Zarozumialstwo, z jakim koła naukowe obnosiły się ze swą czystością etyczną, zapewniało im przez długi czas łatwe powodzenie” — czytamy w czasopiśmie New Scientist. Ogromnie zachwalany system recenzji, który teoretycznie miał wychwycić wszelkie oszustwa, wielu uważa za zwykłą farsę. „W gruncie rzeczy rzadko się zdarza wyłowienie jakiejś kanalii spomiędzy uczonych, a gdy już do tego dojdzie, nierzadko okazuje się, że nie nagabywany przez nikogo poczynał sobie w taki sposób całymi latami, publikując fałszywe dane w szacownych pismach”.
    Już wcześniej w gazecie The New York Times przytoczono wypowiedź pewnej urzędniczki z NIH: „Chyba już się skończyły czasy naiwności. Dawniej uważano, że naukowcy nie robią czegoś takiego. Teraz jednak zaczynamy sobie uświadamiać, że nie górują moralnie nad innymi ludźmi”. Dalej czytamy tam: „Jeszcze kilka lat temu rzadko się zdarzało, by do Państwowych Instytutów Zdrowia wpływała w ciągu roku jedna skarga o oszustwo; obecnie ich zdaniem są wytaczane dwa ciężkie zarzuty miesięcznie”. W czasopiśmie Science czytamy: „Naukowcy nieraz zapewniają społeczeństwo, że oszustwa i nadużycia w badaniach naukowych są rzadkim zjawiskiem. (…) Tymczasem wygląda na to, że zdarzają się coraz częściej”.
    John Dingell, przewodniczący komisji dochodzeniowej powołanej przez Kongres amerykański, powiedział pewnego razu do uczonych: „Chciałbym wam wyraźnie powiedzieć, że moim zdaniem wasze mechanizmy kontrolne są do niczego. W wielu wypadkach zwykłe łotrostwo zdaje się triumfować nad prawością w sposób, który dla mnie jest zupełnie nie do przyjęcia. Mam nadzieję, że dla was także”.
    We wspomnianym programie telewizyjnym na temat „Czy naukowcy szachrują?” jeden z uczonych przyznał: „Nie ma co dalej ukrywać ‛tajemnic rodzinnych’. Jeżeli to okaże się konieczne, trzeba będzie zrobić porządek choćby to nastąpiło kosztem kariery biurokratów. Tego wymaga etyka, tego wymaga prawo i bezwzględnie wymaga tego moralność”.

  • andrzej

    Wiesz Bart, przeczytałem ostatnio to: Dr. Jerzy Jaśkowski “Współczesna medycyna” Czy to nie jest przypadkiem wierzchołek góry lodowej? A nagłośnione ostatnio skandaliczne oszustwo firmy Glaxo? Jak to ma się do Twojego twierdzenia, że Big Farma kieruje się tylko wzniosłymi zasadami?

  • andrzej

    Polecam.

    • ElRa

      Kim jest Gary Null? Lekarzem naturopatycznym, a więc szarlatanem.

  • andrzej

    Czyli jak nie jest lekarzem akademickim to kłamie? Tylko tyle z tego filmu wynika? A kim jest prof. Majewska? Też szarlatanką naturalistką? A retoryka jest taka sama. Jak się obnaża szwindle BigPharmy to oszuści i szarlatani, nawet jak maja dorobek naukowy i tytuły profesorskie. Proszę więc na przyszłość zwrócić uwagę na to co niesie treść a nie kto ją przekazuje.

  • Andrzej

    Piotrze. Wierząc w twoje czyste intencje zachęcam do przeanalizowania ostatniego skandalu z Glaxo. Ufam, że mając szczere pobudki tropienia szarlatanów i zbójów wszelkiej maści nie omieszkasz swoim błyskotliwym umysłem wniknąć w tę sprawę i szeroko ją napiętnować tak by wszyscy zainteresowani kupnem ich produktów bardziej patrzyli im na ręce. Czerwone nie tylko od zacierania w zadowoleniu czerpania krociowych zysków. Śmiało do dzieła.

  • Co za pierdoly na tym blogu wyczytalem. Blogi tworzone przez koncerny farmaceutyczne?
    Brzmi jak jakies s-f ale po przeczytaniu tych pierdol naprawde zaczynam w to wierzyc.
    Jest prosty test:
    Sprobujcie poplukac sobie usta przez 20 minut oliwa z oliwek (nie polykajcie bo olej zwiaze toksyny) nastepnie wyp[luczcie usta woda i wyplujcie. MIalem problem bo strasznie smierdzialo mi z ust. szorowalem zeby i jezyk a po 30 minutach znowu mi jeba#$%.
    Przetestowalem ta metoide na sobie jescze przed myciem zebow. Z ust mi nie smierdzialo caly dzien, jezyka nawet po szorowaniu nie mialem nigdy tak czystego.

    Sprawdzcie sami i nie sluchajcie pojebanych lekarzy ktorzy by faszerowali was chemia. Oczywiscie chemia czasem jest konieczna. Sam jestem alergikiem i biore np zyrtek
    ale zabieram sie za oczyszczanie watroby. A co jesl oczyszczanie zadziala i przejdzie mi alergia ?? nie kupie zyrteku… i tu jest pies pogrzbany\. Lobby broni swoich interesow.

    co do oczyszczania watroby, rozmawialem z dziadkiem ktory bardzo dawno temu mial usg watroby ktore wykazalo ze ma kamienie w kanale zolciowym a kanal opina dosc spore kamienie. Zalecono operacje ale znajoma podala mu sposob podobny do sposobu tombaka (powiedzialbym ze wrecz jeszcze bardziej niebezpieczny niz metoda tombaka bo bez calego tygodnia przygotowan a poprostu pilo sie olej) dziadek wysral pare kamieni (niestety nie wszystkie bo zrobil to za pozno) ale itak trzeba bylo oprerowac. przed operacja zrobiono mu usg ktore strasznie zaskoczylo lekarzy ze wiekszosc kamieni znikla.
    w jego wiosce 3 osoby mialo ten problem jedna byl moj dziadek druga kobieta ktora powiedzila mu o tym samym sposobie i wyleczyla siue sama a trzecia po operacji ktora sie powiodla po paru latach zmarla bo kamienie powrocily. Taki z tego moral.

    • Gab

      Sam płukałem usta olejem słonecznikowym bo wręcz zdychałem na alergię i po 2 tyg czułem wielką ulgę, po paru miesiącach alergie przeszły. Umysł zrobił się jaśniejszy a rano wstaję normalnie bo przed tem nie mogłem się dobudzić. 3 dni temu oczyściłem woreczek żółciowy i wątrobę metodą dr Hulda Clarks i to bezboleśnie wyszło ze mnie ponad 50g kamieni które mnie uwierały po zjedzeniu np tłustego czy czosnku. Lekarze by mie rzeźnicky wyciachali woreczek i wzięli kasę z NFZ a ja byłbym okaleczony do końca życia. Bandyctwo w tym ‚lecznictwie’ jest bezlitosne a mówię wam na własnym przykładzie, że Tombak choć uchodzi za dziwaka to mi pomógł. Badania naukowe ale takie niezależne a nie sponsorowane przez producentów farmaceutyków potwierdzają procesy w naszym ciele o których wcześniej nie wiedziano. Ten paszkwil jaki tu przeczytałem to strzał jaki sobie sami fundujecie. Ludzie wam wierzą bo macie przedrostki przed nazwiskami i białe fartuchy ale nie wiele poza tym. Żenada i bloger dupa :)

  • Markoff

    Jestem przeciwnikiem metod dr Kwasniewskiego i Tombaka. Bo one albo nie działają albo są zwyczajnie szkodliwe dla zdrowia. Jeśli ktoremuś z Was coś sie złego stanie ze zdrowiem to gdzie pójdziecie po pomoc? Do Tombaka lub Kwaśniewskiego? Naiwność ludzka nie zna granic – medycyna naturalna ma niby leczyć wszelkie dolegliwości w tym raka? Gdyby tak było to taki np. Steve Jobs – miliarder amerykanski żyłby cały czas. Ale nawet mając fortunę i dostęp do najnowoczęsniejszych osiągniec medycyny nie dał rady wygrać z chorobą. Niestety można sobie oczyszczać organy ale nie łudźcie się, że to zagwarantuje Wam zdrowie na całe zycie

    • Benek Benkowski

      Myślę, że Steve Jobs nie żył według filozofii zdrowia Tombaka, tylko (zapewne) jak ogromna większość ufał tradycyjnej medycynie. Lekarz nigdy nie zaleci oczyszczania wątroby tą metodą. A jedynie wycinanie narządów, pochłanianie produktów przemysłu farmaceutycznego (co bardziej niszczy zdrowie niż je ratuje)., itd.

  • dorota

    Witajcie .moze nie umie tak pieknie pisac ,ale dzieki takiej szarlatance o jakich sie tu wypowiadaja ,zyje ,pracuje i nie spelnily sie proroctwa doktora medycyny z akademi medycznej w Krakowie .Bylam na przemian leczona ,masarzami ,srodkami znieczulajacymi (tramal)i tabletkami na zoladek ktory mi wysiadl od lekow i poczatki marskosci watroby,Po tomografi ktora wykazala przepuklinę międzykręgową Pan dokt,stwierdzil a bylo to po 9 miesiacach ciaglego leczenia ,a wczesniej po kilku latach z paro miesiecznymi przerwami ze jesli nie zoperuje tego kregoslupa tto niestety do pol roku gora rok bede jezdzic na wozku ,Mija 13 lat i od 13 lat nie bylam u lekarza z tytuami i dziekuje Bogu ze postawil te szarlatanke na mojej drodze.Chodze,pracuje ,nie mam wrzodów ,nie dokucza mi refluks.i nikt mi nie powie ze taka medycyna nie ratuje ludzi..Bylam swiadkiem awantury jak zrobila tej osobie pani po roku leczenia ,tylko dla tego ze wyleczyla ja z choroby na ktora miala rete i ktora jej komisja panoa doktorow zabrala ,bo zostala uleczona nie 15 lat wczesniej jak na nia poszla tylko przez rok leczenia u pani bez tytulow.To bez badan to z wlasnego doswiadczenia

  • Beznadziejny wpis…

    Nie ma to jak pseudo-obiektywno-naukowy blog o „pseudo nauce” :) Jeśli chodzi o naturalne metody leczenia jak i te konwencjonalne: każda przesada jest niewskazana.

    A jeśli ktoś „sceptyczny” wierzy w wysoką skuteczność konwencjonalnej medycyny to jest skończonym idotą. Badania, produkcje leków, listy refundacyjne itd. robią LUDZIE, a ludzie robią przede wszystkim to co się OPŁACA.

  • Gab

    Głupoty tu wypisujesz człowieku. nauka potwierdza, że Tombak ma racje a że nazywał to po swojemu to już inna bajka. Życia na azocie nie popieram ale detox i ‚pamięć’ wody to fakt. Ludzie nie wiedzą wszystkiego a zwłaszcza lekarze uczący się wypisywać przede wszystkim recepty a nic nie wiedzą o candida albicans. Farmaceuci, tracicie pieniążki i pośladki wam ściska, że ludzie się „głupim” czosnkiem leczą? A jak ci biedacy żyli zanim wasza mafia chemiczna zaistaniała?

    • disqus_4ZuVqH62x0

      „nauka potwierdza, że Tombak ma racje” czy moglbys podac zrodla w internecie, bo jakos takowych nie znam?

  • Mirosław Wujek

    myślałem że coś mądrego tu poczytam…myliłem się.