Zygmunt „Oszust” Freud : Psychoanaliza obnażona.

Psychologia od dawna jest miejscem boju o rzetelność naukową. Właściwie odkąd powstała, każda dekada jej rozwoju obfituje w naukowe oszustwa, jest bowiem nauką niezmiernie podatną na brak obiektywizmu badaczy. Pomnik spiżowy wystawiony spuściźnie ojca psychoanalizy wydaje się na pozór trwały i solidny, dopiero po bliższym oglądzie widać, jak pułapka autorytetu potrafi okpić środowisko naukowe i przyjąć pozę autorytarnej wykładni doktryny na wiele dekad. Jak to możliwe?

Chciałbym darować sobie rys biograficzny, ale warto podać przynajmniej podstawowe informacje. Zygmunt Freud urodził się 6 maja 1856 roku w Příborze, pochodził z rodziny niezamożnych, nieortodoksyjnych Żydów. W 1873 roku rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Wiedeńskim. Po zakończeniu nauki pracował w Laboratorium Fizjologii i Neurologii Uniwersytetu Wiedeńskiego jako asystent Ernsta Wilhelma von Brucke, następnie praktykował w Szpitalu Powszechnym w Wiedniu. Po wyjeździe do Paryża w 1885 roku, gdzie uzupełniał naukę pod kierunkiem Jeana Martina Charcota. Niezmącony, wyjątkowo płodny okres działalności naukowej Zygmunta Freuda trwa w najlepsze do początków dyktatury nazistowskiej w Niemczech. W międzyczasie nasz bohater publikuje dziesiątki książek i artykułów.  Zyskuje sławę światowego autorytetu z dziedziny psychologii, psychoanalizy i psychopatologii. Wtedy to klaruje się obraz Zygmunta Freuda jako jednostki o usposobieniu megalomana, faceta nieznoszącego sprzeciwu wobec własnych koncepcji, który zaciekle broni podstawowych wersji  zasad psychoanalizy. Płodny okres twórczości Freuda miał wkrótce dobiec kresu, w Niemczech swój przyczółek do zwycięstwa w demokratycznych wyborach zdobywa Narodowosocjalistyczna Partia Niemiec, jawnie głosząca antysemickie hasła. Historia przyśpiesza. W wyborach 1928 roku NSDAP uzyskała 800 tysięcy głosów, by jesienią 1930 roku odnotować 6,4 miliona głosów, a w lecie 1932 roku już 13 milionów. Freud zapewne spodziewał się szykan, prześladowań, mając w pamięci opowieści swojego ojca  i  obserwując wzrost napięć społecznych w Niemczech. Wtedy następuje coś, co okazuje się punktem zwrotnym dla samego Freuda.  10 maja 1933 r Josef Goebbels wydaje nakaz spalenia przed gmachem opery w Berlinie wszystkich książek dekadenckich, zepsutych moralnie ludzi świata nauki i filozofii. I tak, obok publikacji ojca psychoanalizy, naziści gorliwie spopielili książki Tomasza Manna, Alberta Einsteina, Ericha Marii Remarque’a, Bertolta Brechta, Heinricha Heinego, Emila Zolli i innych ówczesnych myślicieli. Wszystko w ramach walki nowych panów Niemiec o czystość moralną młodego pokolenia Rzeszy .W pewnym sensie spalenie książek Freuda to najlepsze co mogłoby mu się przydarzyć, wszak jak płonąć na stosie idei wrogich nazistom to w doborowym towarzystwie! Do dziś ten fakt przyczynia się do kompletnie bezkrytycznego podejścia do dokonań Zygmunta Freuda. Naziści nie szczędzili mu co prawda epitetów, nazywali go zboczeńcem i idiotą, ale kiedy jedni spostrzegali w pracach Freuda wymysły jego zdegenerowanej psychiki, inni, szczególnie w Wielkiej Brytanii i za oceanem doszukiwali się w zniszczonych pracach geniuszu porównywalnego do kamieni milowych cywilizacji ludzkiej: Teorii Względności Einsteina, czy Teorii Darwina. Pokłosie tych wydarzeń wybrzmiewa zresztą po dziś dzień – amerykański „The Time” z 1999 roku umieszcza Freuda wśród 100 największych umysłów stulecia na pierwszym miejscu! Polskie wydanie „Newsweeka” z 2005 r w dodatku „79 postaci, które zmieniły bieg dziejów” również umieszcza Zygmunta Freuda w ścisłej czołówce. Obraz dokonań tego człowieka został jednak jak się przekonamy spaczony do granic absurdu, mam więc zamiar, posiłkując się stosowną literaturą, rzucić nieco światła na mroczną stronę zarówno psychoanalizy, jak i postaci jej twórcy.

Freud przez dziurkę od klucza:

Kiedy zbierałem materiały do tego artykułu, nie sądziłem że przeczesując internet i literaturę natknę się na swoistą Puszkę Pandory, na przedmiot który raz otwarty,  generuje coraz to nowe nieszczęścia które dr Tomasz Witkowski zgrabnie i bez ogródek określa (str 119) mianem „horroru rodem z czasów inkwizycji„. Dla przejrzystości podzieliłem więc artykuł na kilka części w których w każdej z osobna rozwinę temat koncepcji Freuda i podstaw naukowych na jakich się opierały. Nie sądzę żeby lakoniczne stwierdzenie że Zygmunt Freud był oszustem naukowym wystarczył, nie sądzę również żeby można było przejść do punktu dziennego nad metodami jakie stosował, postaram się więc zwrócić uwagę czytelnika na skrajnie nieetyczne działania których dopuszczał się Freud, punktując krok po kroku, kruche i obskurne fundamenty na których został wniesiony piórami „wyznawców” gmach psychoanalizy, czegoś czego wciąż się uczy. Niech za wstęp posłuży mi cytat z samego Freuda, który znajdziemy w dziennikach Sandora Fenencziego,  do których dotarł Moussaieff Masson i opublikował w pracy „Przeciw terapii”:

„[…]Pacjenci są tylko hołotą. Jedyną rzecz, do której pacjenci się nadają jest pomóc psychoanalitykowi utrzymać się i dostarczyć materiału do teorii. Jasne, że nie potrafimy im pomóc. To jest terapeutyczny nihilizm. Niemniej kusimy pacjentów, ukrywając te wątpliwości i wzmacniając ich nadzieję na wyzdrowienie”

Trójpodział: ego, superego, id.

Pierwszym zaskoczeniem dla czytelnika będzie fakt że Zygmunt Freud nigdy nie pretendował do miana odkrywcy podświadomości, ni nawet osławionego trójpodziału. Historia opisu walki popędów odbywającej się nieświadomie wewnątrz psychiki człowieka, zaczyna się zapewne dużo wcześniej. W traktacie Platona „Fajdros” (str. 13) znajdujemy jeszcze mglisty obraz idei którą współcześni przypisują Freudowi, a którą autor tego krótkiego dialogu wkłada w usta Sokratesa:

„Jakeśmy na początku tej opowieści na trzy części każdą duszę podzielili: dwie niby na kształt koni, a trzecia na kształt woźnicy”

Platon, choć może szerzej, starożytni Grecy, jak widać zdawali sobie sprawę z konfliktu motywacji czy sublimacji popędu płciowego, i to bez odwoływania się do terminów freudowskich. Zasługą Freuda mogło być ich odświeżenie, ale nie odkrycie i zdefiniowanie. Sytuacja niepewności powoli zmienia się w przekonanie o kalkomanii Freuda, jeśli przeskoczymy o blisko dwa millenia w przyszłość i zatrzymamy się na pracach niemieckich filozofów XIX w. W pismach Fryderyka Nietzche znajdujemy bowiem lustrzane odbicie teorii trójpodziału Freuda, konkretnie w monumentalnym dziele „Poza dobrem i złem”. Nietzche, pisał w nim o koncepcji „ja” jako ciągle dynamicznym konstrukcie tworzonym przez nas samych, podczas gdy rzeczywista struktura umysłu każdego z nas składa się z wielu dusz. Andrzej  Śliwerski podsumowuje (str 261-282) bliźniacze opisy Nietzche’go i Freuda krótko:

„Ojciec psychoanalizy kopiował teorie filozofa, często nawet nie zmieniając przykładów do objaśniania. Co więcej, Freud konsekwentnie twierdził, że nie znał dzieł filozofa i nigdy nie miał okazji zapoznania się z nimi. Freud (…) niczym idealny przestępca zatarł wszelkie ślady które mogły prowadzić do odpowiedzi na pytanie (czy Freud kopiował Nietzchego? – przyp mój). Zniszczył bowiem wszystkie zapiski, streszczenia prac naukowych i rękopisy dzieł z pierwszego okresu swojej naukowej działalności”

Teoria seksualna:

Wspomniałem już że naziści określali Zygmunta Freuda mianem zboczeńca i idioty, seksualność bowiem pełniła w psychoanalizie wręcz podstawową kwestię. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że  ojciec psychoanalizy miał na tym punkcie prawdziwego fioła, a swoje teorie opierał na dziwacznych, pseudonaukowych podstawach. Freud np. usiłował tłumaczyć kompleksem Edypa mnóstwo ludzkich zachowań. Pomijając negatywną falsyfikację realnego istnienia tego kompleksu, warto  zadać sobie pytanie, jak w ogóle w świadomości Freuda wykiełkowała ta idea? Odpowiedź znajdziemy … w listach Freuda do swojego przyjaciela Wilhelma Fliessa (str 128), o którym jeszcze wspomnę:

„Odnalazłem w sobie stałą miłość do swojej matki i zazdrość o ojca. Teraz uważam, że to powszechne zdarzenie we wczesnym dzieciństwie”

Oto cały materiał dowodowy Freuda dotyczący kompleksu Edypa. Serio, śmiało można stwierdzić że bardziej wiarygodny niż ten argument, jest proces wróżenia z fusów, szklanej kuli czy przepowiadanie przyszłości z kości upolowanych zwierząt, ale to nie wszystko. Teoria seksualna święciła triumfy przede wszystkim dlatego, że trafiła na podatny historycznie grunt. Trzeba pamiętać, że w czasach gdy Freud ogłaszał swoje odkrycia, seks był traktowany jako temat tabu, a za sprawą Kościoła Katolickiego ciągle widniała na nim jeszcze etykieta grzechu. I nagle, jednym posunięciem pióra, Freud uwalnia miliony ludzi z szatańskich kajdan tłumacząc, że tak naprawdę popęd seksualny jest umiejscowiony w podświadomości, poza kontrolą umysłu. Teoria seksualna przyniosła więc Europie przełomu XIX i XX wieku komfort psychiczny i przeświadczenie, że dążenie do zaspokojenia seksualnego jest ludzkie i normalne, a ewentualne problemy pomoże rozwiązać psychoanalityk. Leonard Sax streszcza (str 128) wkład Freuda w teorię seksualną w sposób następujący:

„To co unikalnego wniósł Freud do nauki można streścić jednym zdaniem: Wszystko co się zdarza w naszych umysłach jest ostatecznie seksualne. Każdy jest biseksualny, każdy chłopak chce zabić swojego ojca i uprawiać seks ze swoją matką, każde sześciomiesięczne dziecko jest seksualnie zafiksowane, każda kobieta pragnie podświadomie posiadać penisa.”

Śmiałe tezy Freuda, choć pozbawione podstaw naukowych, odbiły się szerokim echem głównie w państwach anglosaskich, ale bynajmniej nie było to spowodowane rzetelnością dowodową. Teoria seksualna wywołała niezwykły aplauz wśród krytyków literackich i artystów szukających ukrytych motywów ludzkiej działalności. Jak zauważa Tomasz Witkowski,  „nagle całą literaturę można było zacząć analizować od początku”. To był nie tylko raj do interpretacji dzieł literackich, ale potężny kop natchnienia dla pisarzy, którzy zaczęli tworzyć coraz to nowe postaci, kierowane przez ukryte motywy i nieświadome instynkty, nie bardzo przejmując się jednak faktycznymi podstawami naukowymi psychoanalizy. Ta „odkryta” przez Freuda kopalnia pomysłów ciągle inspiruje do penetrowania świata tajemnicy ludzkiej psychiki, nawet dziś.

Etyka i Terapia:

W jednym z poprzednich wpisów wspominałem o praktyce EBP lub EBT, siostrzanej filozofii prowadzenia badań zachowań ludzkich i wyciągania wniosków na ich podstawie. Przypomnę po krótce, że Evidence Based Psychology/Treatment czerpie garściami z filozofii EBM precyzyjnie określając jak należy zaprojektować eksperyment naukowy, żeby wyniki takiego eksperymentu były najbardziej miarodajne i rzetelne. W przypadku Freuda, jak już wspomniałem rzetelność naukowa schodziła na dalszy plan, dużo bardziej presiżowe miejsce zajmowała u niego teoria, której zaciekle bronił przed krytykami. Kiedy prześledzimy przypadki pacjentów Freuda włos jeży się na głowie. Z oczywistych przyczyn nie będzie tu jednak mowy o wszystkich pacjentach, ale o tych najbardziej znanych w literaturze. Najgłośniejszym znanym przypadkiem jest osoba rosyjskiego arystokraty, Siergieja Pankiejewa (na zdjęciu, z żoną, 1910 r.)- człowieka wilka – jak nazywał go Freud. Pankiejew od dzieciństwa miał cierpieć z powodu wyniszczających go depresji i lęków dotyczących wilków. Kiedy trafił do Freuda był w opłakanym stanie, był wycieńczony i wielokrotnie hospitalizowany. Po pięciu latach intensywnej psychoanalizy, Freud triumfalnie oznajmia, że całkowicie wyleczył Pankiejewa, a na dowód tego publikuje artykuł pt. „Z historii niemowlęcej nerwicy” gdzie opisuje proces „leczenia”. W rzeczywistości ten sukces Freuda to kłamstwo i to posunięte do granic bezczelności. Freud umiejscowił bowiem przyczynę lęków i depresji Pankiejewa w jednej scenie z dzieciństwa tego człowieka. Jako 4 latek Pankiejew miał być świadkiem stosunku seksualnego swoich rodziców, to zaś uruchomiło całą kaskadę problemów, min. fobię, kompleks Edypa i lęk przed kastracją. Psychoanalitycy niechętnie przyznają jednak, że wszystkie ważne wspomnienia z dzieciństwa Pankiejewa, zostały mu narzucone przez Freuda, a z uwagi na uwarunkowania kulturowe w Rosji, Siergiej Pankiejew nie mógł być świadkiem stosunku swoich rodziców. Wilki okazały się psami, ale mroczna narracja nieświadomości Pankiejewa dużo gościnniej przyjmie przecież niebezpieczne wilki zamiast hordy psów. Ten przypadek jest również bez precedensu z innego powodu. Pankiejew do końca swoich dni otrzymywał dożywotnią rente od stowarzyszenia psychoanalityków, za milczenie. Karin Obholzer, australijska dziennikarka która po śmierci Freuda dotarła do Pankiejewa zanotowała jego słowa opisujące ten „sukces” ojca psychoanalizy nastepująco: „Cała sprawa wygląda beznadziejnie. Jestem w takim samym stanie, jak wówczas gdy przyszedłem do Freuda, ale Freuda już nie ma”. Freud konsekwentnie odrzucał doniesienia naukowe np na temat nowych leków psychoaktywnych, wolał częstować swoich pacjentów kokainą i morfiną, igrając z ich zdrowiem i stabilnością psychiczną. Uważał że leki tylko przeszkadzają pacjentom w wyzdrowiniu zakłócając proces psychoanalizy. Freud bez skrupułów rozbijał małżeństwa i doprowadzał ludzi do prób samobójczych (Horacy Frink), czasem nawet udanych (Viktor Tausk).  Kompletne fiasko psychoanalizy wychodzi na jaw z opisu przypadku już pierwszej pacjentki Freuda ! Emma Eckstein (na zdjęciu), młoda, atrakcyjna dziewczyna trafiła do niego w 1885 r.  Freud i jego przyjaciel, wyjątkowo podły charakter – Wilhelm Fliess, skonstruowali na potrzeby tego przypadku nową jednostkę chorobową – „naurozę nosowo-odruchową”. Remedium na problemy psychiczne Eckstein miał być niegroźny zabieg chirurgiczny, który polegał na usunięciu części kości nosowej. Freud bowiem podzielał bulwersujące teorie Fliessa jakoby „nos był odpowiednikiem genitaliów” i mógł powodować problemy psychoseksualne u pacjentów. Ten niegroźny zabieg omal nie skończył się śmiercią pacjentki, Fliess pozostawił bowiem w ciele Emmy Eckstein kawałek gazy, wdała się infekcja i doszło do krwotoku. Koniec końców, ta młoda i urocza dziewczyna została oszpecona na resztę życia, nie otrzymując ze strony Freuda żadnej pomocy. Stosunek Freuda do swoich pacjentów dobrze ilustruje również cytat (Witkowski, str. 132) z listu ojca psychoanalizy do Carla Gustava Junga, w którym Freud pisze o pewnej kobiecie będącej jego pacjentką:

„[…] nie ma żadnej możliwości żeby odniosła korzyść z terapii, ale nadal jej obowiązkiem jest poświęcać się dla dobra nauki”

W świetle tej nikczemnej bezduszności Freud okazuje się więc nie tylko oszustem naukowym, ale i naciągaczem, obłudnikiem, hipokrytą i katem pastwiącym się nad swoimi pacjentami dla pieniędzy. Do pełni obrazu brakuje nam tylko odpowiedzi na pytanie, czy psychoanaliza przedstawia sobą jakąś realną wartość? Czy skuteczność psychoanalizy w ogóle kiedyś weryfikowano? Otóż tak, dowiedziono że psychoanaliza jest bezwartościowa i raczej szkodzi pacjentom niż pomaga, i żeby to czytelnikom unaocznić pokusiłem się o przygotowanie tego prostego wykresu:


Podsumowanie:

Nie sposób oprzeć się wrażeniu że ten wątpliwy urok psychoanalizy ma niebezpieczny posmak pseudonaukowej bredni, nie sposób również ironicznie nie skonstatować, że psychoanaliza nie tylko nie pomaga pacjentom, ale zakłóca naturalny proces odzyskiwania równowagi psychicznej. Jest niemoralna, nieetyczna, potencjalnie niebezpieczna i biorąc pod uwagę czasochłonność takiej terapii niezwykle kosztowna, w porównaniu np do terapii behawioralnych. Nikt już nie podchodzi do psychoanalizy poważnie, od kiedy stało się jasne, że jej gmach stoi na fundamentach ulepionych z kłamstw, fałszerstw, cierpień pacjentów i megalomanii twórcy psychoanalizy. To nie przejdzie.

Informacje o To nie przejdzie

Wieczny student, sceptyk, prześmiewca i cynik. Samozwańczy adiunkt w Instytucie Dziejów Najnowszych Pseudologii Stosowanej. Na blogu publikuję teksty związane z paranauką, pseudonauką, teoriami spiskowymi oraz papką informacyjną.
  • Xitami

    (…) Kiedy prześledzimy przypadki pacjentów Freuda włos jeży się na głowie. Z oczywistych przyczyn nie będzie tu jednak mowy o wszystkich pacjentach (…)

    No bo pisać o wszystkich ośmiu (część korespondencyjna) (słownie: 8 +/- kilku) byłoby nudne.

  • Vena Vena Vena Vena

    Noe bardzo rozumiem jaki jest. Nie bardzo rozumiem jaki jest cel Twojego wspisu i co chcesz udowodnić. Niewątpliwie zasługą Freuda jest to, że uporządkował wiedzę o psychologii człowieka, którą posiadamy o sobie od czasów starożytnych. I trudno mówić tutaj o jakimkowiek dublikowaniu. Jak już napisałam Freud całą wiedzę o człowieku poszerzył, nazwał i przede wszystkim wydobył na światło dzienne czyli uświadomił ją ludzkości. Nie przesadzę zapewne, twierdząc, że uświadomił nam jakie procesy w nas zachodzą. Dlatego, można powiedzieć, że był prekursorem psychoanalizy. A to, że był autorytatywny to już inna sprawa. Być może jego również dotyczy znane powiedzenie „szewc bez butów chodzi”. Psychologia wciąż się rozwija. Z całą pewnością jest wielu, którym pomogła i wielu którym nie pomogła. Można się zastanawiać nad przyczyną nieskuteczności analizy wobec niektórych, niemniej jednak należy pamiętać, że psychoterapia wymaga współpracy terapeuty i pacjenta. Co jest też ważne pacjent powinien być otwarty na terapeutę i wykazywać się sporą pokorą. O co, niestety, szczególnie w przypadku Polaków, dość trudno.

    P.S. Obsługa ramki jest niesprawna. Nie ma możliwości usunięcia „wprowadź swój komentarz do tego pola…” ani też zweryfikowania napisanego przeze mnie tekstu :(. Tak więc za wszelkie
    błędy, zwłaszcza stylistyczne, przepraszam.

  • LekaszChomeopata

    „Cała filozofia europejska to są przypisy do Platona”.
    Kolejny artykulik na ćwierć stroniczki przedstawiający bezdyskusyjne fakty.
    Autor nie zadał sobie nawet trudu żeby przeczytać jakąkolwiek pracę swojej ofiary, bazuje jedynie jednostronnie na krytycznych względem swojej ofiary, a popierających własne z góry powzięte założenia pozycjach. Robi to nieudolnie, atakuje samą osobę badacza, która nie ma żadnego znaczenia dla poprawności lub błędności jego twierdzeń. Przeprowadza totalną krytykę osiągnięć swojej ofiary, powołując się jednocześnie na opinie ludzi, którzy na podstawie jej fragmentów, które uznali za prawdziwe, utworzyli własne teorie.
    Freud nie był nieomylny, jednak nazywanie go oszustem a jego teorii pseudonaukową, zwłaszcza na podstawie tak skromnego materiału bazowego i rozeznania w materii jest jedynie wyrazem arogancji i braku rzetelności autora.

  • Tymek

    Proszę sprawdzić, co dla nauki znaczy „teoria”. W artykule masa nieścisłości i nierzetelności oraz wiele emocjonalnych, bezpodstawnych zarzutów. Rzuca się w oczy także wyciąganie naiwnych wniosków.

  • Tabloid’owo wyszło, bardzo emocjonalnie….
    proszę o pełną bibliografię

  • Gosia

    Żadna szanująca się uczelnia czy psycholog/psychoterapeuta nie szerzy poglądu o aktualności tez Freuda. W środowisku psychologicznym wszem i wobec wiadomo, że twierdzenia Freuda nie spełniają kryterium naukowości, przynajmniej z dwóch powodów: 1. nie są oparte na badaniach odpowiednio licznej próby lecz na kilku przypadkach. 2. analizy przypadków nie uwzględniały osób zdrowych lecz tylko zaburzone, tak więc wysunięte wnioski nie mogą być generalizowane na całą populację.
    Sama teoria Freuda, choć współcześnie nieuprawniona do stosowania w praktyce we freudowskiej postaci, wniosła jednak dużo do psychologii i terapii bardziej jako „kick” – punkt wyjścia badań i dalszego rozwoju teorii i terapii, więc w tym sensie nie można stwierdzić, że jest bezwartościowa, jak twierdzi autor artykułu. Twierdzenie, że freudowska psychoanaliza jest tylko kopią ze starożytnych filozofów jest mocno przesadzona. Wkład Freuda ma wartość w sensie historycznym a nie aktualnie praktycznym – tych dwóch aspektów autor zdaje się nie odróżniać. Dokonywanie krytyki całej psychologii na podstawie Freuda (wstęp artykułu) można porównać do podważania medycyny czy jakiejkolwiek innej praktycznej nauki na podstawie jej stanu sprzed stu lat.
    Artykuł uwidacznia inny problem. Tkwi on w braku ustawy, która regulowałaby prawo do wykonywania zawodu psychologa. Sprawia to, że terapeutą może obwołać się niestety każdy i stosować jakie mu fantazja do głowy przyniesie „metody terapeutyczne”. Tego przeciętny człowiek, laik jest niestety często nieświadomy, tacy pseudoterapeuci mogą więc wyrządzić sporo krzywd i szkody w życiu wymagającego pomocy człowieka, nie mówiąc już o jego portfelu…

  • kawa

    Bardzo subiektywny artykuł
    wiadomo, że Freud nie był nieomylny, ale porównujesz skutecznośc psychoanalizy do terapii behawioralnych. Terapie behawioralne należa do najbardziej mierzalnych bo też dotyczą mierzalnych zjawisk.Nie mniej jednak techniki, wybrane z psychoanalizy mogą być bardzo pomocne w pewnych przypadkach, szczególnie jeśli chodzi o wydobycie treści ukrytych np u osób które doświadczyły przemocy, molestowania albo czegos w tym rodzaju. Terapie behawioralne stosuje się w zupełnie innych przypadkach (to tak na chłopski rozum rodzaj systemu kar i nagród). Kiedyś pedofilie leczono behawioralnie w ten sposób, że pokazywano pedofilowi pornografie dziecieca i kopano prądem przy tym. Socjopatię albo kłótliwość można leczyc behawioralnie, ale na zasadzie wzmacniania lub wygaszanie bodźców warunkowych ale depresji terapią behawioralną sie nie wyleczy.
    Z reszta obecnie psychoterapia- w róznych formach choc zazwyczaj eklektycznej jest jedna z metod terapii. Równocześnie wprowadza się też leki neuroleptyczne, czy psychotropowe.

    Obecnie psychoanaliza- w zupełnie innej formie niż u Freuda, aczkolwiek on stworzył podstawy, to raczej sposób na to by pacjent uporządkował swoje życie, uświadomił sobie pewne rzeczy i zracjonalizował zjawiska.

    Pytanie dlaczego aż tak krytykujesz Freuda? Co Cię skłoniło do napisania tego tekstu?

  • Hika

    Ile jeszcze razy ten sam błąd…? Goebbels nie wydał żadnego nakazu palenia książek! Został jedynie zaproszony przez studentów na to wydarzenie, aby wygłosić przemówienie. Nawet na początku wahał się czy iść.

  • Mateusz

    Wartościowa, wieloaspektowa krytyka Freuda i psychoanalizy w ogóle, jaka ukazała się na polskim rynku, to m.in. książka prof Hansa Eysencka pt „Zmierzch i upadek imperium Freuda”, WiR Partner, Kraków, 2002. Krótki fragment z podsumowania:

    „Co zatem, kończąc tę książkę, możemy powiedzieć o Freudzie i jego miejscu w historii? Był on bez wątpienia geniuszem, jednak nie nauki, lecz propagandy, nie rygorystycznie przeprowadzanych dowodów, lecz perswazji, nie planowania eksperymentów, lecz sztuki pisania. Jego miejsce nie jest, jak sam twierdził, obok Kopernika i Darwina, ale bajkopisarzy: Hansa Christiana Andersena i braci Grimm. Być może, jest to bezkompromisowa ocena, ale myślę, że przyszłość wykaże jej słuszność. W tym względzie zgadzam się z Sir Peterem Medawarem, laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, który powiedział:
    „Jest jakaś prawda w psychoanalizie, tak jak jest w hipnotyzmie i frenologii (czyli koncepcji lokalizacji funkcji w mózgu). Lecz, rozpatrywana w całości, psychoanaliza jest nie do zaakceptowania. Co więcej, jest to produkt końcowy – tak jak dinozaur czy sterowiec – na jej gruzach nie będzie można nigdy zbudować lepszej teorii. Pozostanie ona na zawsze jednym z najsmutniejszych i najdziwniejszych punktów orientacyjnych w historii myśli dwudziestego wieku.” (…)

    Psychoanaliza jest w najlepszym razie przedwcześnie skrystalizowanym zbiorem błędnych przekonań, a w najgorszym pseudonaukową doktryną, która poczyniła nieopisane szkody zarówno w psychologii, jak i w psychiatrii, i która w równym stopniu zawiodła nadzieje niezliczonych pacjentów, uwiedzionych jej syrenim śpiewem. Nadszedł czas, by zacząć traktować ją jako historyczną ciekawostkę i podjąć się wielkiego zadania budowania psychologii prawdziwie naukowej.”

  • Rozumiem, że jest to blog, więc nie dziwi mnie, że autor zaprezentował swoje zdanie w ten, a nie inny sposób. W artykule jest wiele ciekawych informacji, o których wcześniej nie słyszałam, choć temat jest mi znany. Chciałabym jednak zobaczyć listę wszystkich źródeł i odniesień, a nie jedynie wybranych. Atakowanie personalne Freuda w mojej ocenie jest uzasadnione, jeżeli autor chce podważyć jego znaczenie dla nauki. Sposób traktowania pacjentów przekłada się bowiem na uzyskiwane wyniki, a te z kolei wpłynęły na jego teorię.

  • emeryt

    Może przeoczyłem, ale przypomnę, że Freud był narkomanem (kokainistą), co zresztą doprowadziło go do śmierci.
    Psychoanaliza w PRL-u byla przy nauczaniu medycyny traktowana jak pseudonauka i wysmiewwana, więc po tzw.transformacji nastapiło „odbicie”, wzmacniane żydowskim pochodzeniem Freuda.
    Takich jak on oszustow naukowych było i jest wiecej.

  • polszczyzna

    po krótce -> pokrótce

    min. -> m.in.

    Freuda ! -> Freuda!

    naurozę ->???-> może neurozę?

    niebezpieczna i biorąc pod uwagę czasochłonność takiej terapii niezwykle
    ->
    niebezpieczna i – biorąc pod uwagę czasochłonność takiej terapii – niezwykle
    lub
    niebezpieczna i, biorąc pod uwagę czasochłonność takiej terapii, niezwykle

  • Przykładanie współczesnych kryteriów naukowości do psychologii z przełomu XIX i XX wieku jest w najlepszym wypadku dyskusyjne. Freud pisał jeszcze przed najważniejszymi pracami z metodologii nauk (Kuhn, Popper, Lakatos, Feyerabend), mniej więcej na początku okresu najdynamiczniejszego rozwoju statystyki w naukach społecznych (Spearman, Fisher). Nikogo nie powinno dziwić, że nie korzystał z tego dorobku.

    Poza tym łatwo jest wykazywać błędy z punktu widzenia dziesiątek lat rozwoju danej dyscypliny. Kopernik, Galileusz, Newton, Darwin Einstein i wielu innych znakomitych naukowców również popełniało błędy. Zamiast skupiać się na tym, co u Freuda było złe, o wiele korzystniej by było napisać, co Freud zrobił dla nauki dobrego.

  • czytałeś może książkę „Freud i kobiety”… O rzetelności psychoanalizy nie ma co pisać, wypadało by napisać o „rzetelności”

  • Obrońca Freuda

    Jednym z najczęstszych zarzutów wysuwanych pod adresem psychoanalizy jest zarzut dot. jej pseudo-naukowości. Sam Freud, który miał wykształcenie i praktykę jako neurolog, aspirował do roli naukowca również w obszarze „leczenia duszy”. Niestety, moim zdaniem, Freud naiwnie wierzył (więc jednak był wierzący!) w pozytywistyczny kult nauki , którym nasiąknął zapewne jeszcze w XIX wieku. Życzył sobie, aby jego psychoanaliza w przyszłości została zweryfikowana empirycznie, kiedy neurologia i psychiatria osiągnie już względnie dojrzałe stadium rozwoju. Tyle że właśnie siłą psychoanalizy jest jej „nie-naukowość” w znaczeniu twardej „laboratoryjnej” empirii. Trzeba być bardzo naiwnym, żeby wierzyć że ludzką duszę da się zbadać „pod mikroskopem”. „Dusza” (psychika) z definicji jest bytem NIE-materialnym, więc proszę mi powiedzieć w jaki sposób nauka badająca materię miałaby nam dostarczyć odpowiedzi na pytania: „czym jest dusza”, „co w sobie zawiera”, „jak ją leczyć”, itp.?? Tak więc rację mają psychologowie-racjonaliści, mówiąc że psychoanaliza jest nienaukowa, ale mylą się uważając, że jest szkodliwa („Psychoanaliza okazywała się także nieraz, w rękach dobrych znawców, pożyteczną metodą terapeutyczną (…)” jak zauważył nawet o. Józef Bocheński, mimo że umieścił „psychoanalizę” w swoich „100 zabobonach” i słusznie skrytykował tych, którzy uważają ją za wszystko wyjaśniający „Weltanschauung” (1). Materialiści chcieliby ciągle wierzyć, że procesy psychiczne są jedynie wynikiem jakichś oddziaływań neuronów, a więc i psychopatologia musi mieć podłoże organiczne (głupota też pewnie ma podłoże organiczne, bo dla nich WSZYSTKO co jest w człowieku ma podłoże organiczne!). Jak powiedział znany materialista i „spec” od analizy duszy prof. Wolniewicz: „Geny to potęga!” (2). Oczywiście zgodzę się z prof. Wolniewiczem, że „zwalanie wszystkiego na trudne dzieciństwo” jest niebezpieczne, bo zwalnia ludzi z odpowiedzialności za swoje czyny, a tzw. „bezstresowe wychowanie” jest łatwą drogą do wychowania wiecznego roszczeniowca, a nawet tyrana, bo w końcu każdy z nas kiedyś się musi w życiu zderzyć z nie-bezstresową rzeczywistością – i właśnie Freud postulował działanie dojrzałe i rozumowe, w zgodzie z „zasadą rzeczywistości” a nie „zasadą przyjemności” i natychmiastowej gratyfikacji. Wskazywał, że nasza zwierzęco-ludzka część popędowa nie znosi (jak ten nadmieniony wyżej tyran) sprzeciwu i nie toleruje odrzucenia, bądź wstrzymania zaspokojenia potrzeb. Dla Freuda ideałem dojrzałego psychicznie człowieka jest ten, który zdolny jest do „miłości” i „pracy”, oczywiście „miłości” nie rozumianej jako czysto seksualnie zmysłowej i przyjemnej, ale „miłości” dojrzałej znajdującej swoje ucieleśnienie np. w małżeństwie i rodzicielstwie. Sam Freud zdawał się uosabiać taki właśnie konserwatywny model „miłości” (3) – to dość osobliwe jak na „libertyna” i „zboczeńca” :-).

    Dochodzimy teraz do zarzutu propagowania „rozwiązłości seksualnej” przez ojca psychoanalizy. Wydaje się to tak idiotyczne, że nie chce się owego „zarzutu” komentować, ale zrobię to. Jest to oczywisty mit, który forsuje ideologiczna lewica, zniekształcając bezczelnie myśl Freuda na temat popędu seksualnego (libido). Dzięki konsekwentnej pracy lewicowców-libertynów nad „psuciem” idei Freuda (w tym również pracy jego własnych pomylonych uczniów takich jak komunista Wilhelm Reich, który zdecydowanie bardziej zasługuje na miano naczelnego rewolucjonisty seksualnego wespół w zespół z neo-marksistą Herbertem Marcusem) to Freuda uważa się często dzisiaj za ideologicznego ojca rewolucji seksualnej lat 60. W swoim socjologiczno-psychoanalitycznym dziele „Kultura jako źródło cierpień” Freud rzeczywiście wskazuje na cywilizację jako zbyt opresyjną wobec popędu seksualnego jednostki, ale ani w tym piśmie ani w żadnych innych NIE postuluje on zupełnego „wypuszczenia” tego popędu spod kontroli władz umysłowych! Ta represja seksualności jest, wg niego, KONIECZNĄ ceną jaką musimy płacić za cywilizację w jakiej żyjemy (a właściwie żyliśmy 100 lat temu). Nawet ks. Rama Coomaraswamy – znany sedewakantysta i tradycjonalista integralny (a także co ciekawe psychiatra i egzorcysta:-)) dostrzegł, że Freud nie był żadnym „wyzwolicielem” seksualnym (4).

    Znany austriacki geniusz myśli ekonomicznej i filozoficznej XX wieku – Ludwig von Mises, w swojej „Teorii a Historii” wyrażał się bardzo pozytywnie o Freudzie jako człowieku skromnym, „(…) nie zgłaszającym ekstrawaganckich pretensji co do znaczenia swoich prac”. Cenił Freuda za psychoanalizę, którą zaliczał do tzw. tymologii, czyli „wiedzy o ludzkim wartościowaniu i aktach woli”. Przeciwstawiał ją psychologii w znaczeniu materialistyczno-pozytywistycznym. Mises zauważył również niekompatybilność psychoanalizy z materializmem (również marksistowskim) i krytykował tych, którzy usiłowali łączyć doktrynę Marksa z psychoanalizą (czyt. Szkoła Frankfurcka).
    Mark Sunwall, antropolog związany z amerykańskim „Instytutem von Misesa” ciekawie przedstawił podobieństwa pod względem filozoficznym i politycznym między Freudem i Misesem (5).

    Bibliografia:
    (1) Józef Bocheński „Sto zabobonów”;
    (2) Strona WWW: http://korwin-mikke.pl/ogolne/zobacz/prof_wolniewicz_geny_to_potega/20185;
    (3) Linde Salber „Nieznany ląd. Freud i kobiety”;
    (4) ks. Rama Coomaraswamy „Psychological Integration and the Religious Outlook”;
    (5) Mark Sunwall „Sigmund Freud and Ludwig von Mises: The Family Resemblance of Two Meta-Pessimists”.

  • A czemuż to ostatnio tak wpisów brak?

    • W przygotowaniu tl/tr więc bądź cierpliwy, kwestia kilku dni mam nadzieję. Wiem, trochę się opuściłem.

  • chance meeting

    >>„Dusza” (psychika) z definicji jest bytem NIE-materialnym, więc proszę mi powiedzieć w jaki sposób nauka badająca materię miałaby nam dostarczyć odpowiedzi na pytania: „czym jest dusza”, „co w sobie zawiera”, „jak ją leczyć”, itp.??

    Fale radiowe są z definicji bytem niematerialnym, a jakimś cudem materialistyczna nauka radzi sobie z badaniem ich. Tym banalnym stwierdzeniem podważyłem sensowność nie tylko większej części twojego eseju, ale także twojego życia.
    Neurobiologia dowodzi, że procesy psychiczne są jedynie wynikiem oddziaływań neuronów, potrafi również w przewidywalny sposób wpływać na psychikę poprzez manipulację neuronami. To, że jesteś ignorantem i masz tendencję do myślenia życzeniowego ma podłoże organiczne. Poczytaj może Metzingera, bo robisz z siebie pośmiewisko.

    • Obrońca Freuda

      „Fale radiowe są z definicji bytem niematerialnym, a jakimś cudem materialistyczna nauka radzi sobie z badaniem ich.”

      Nie da się naukowo zaobserwować w sposób bezpośredni „fal radiowych” tylko raczej efekty ich oddziaływań. Podobnie jest z prądem elektrycznym. Ale również dotyczy to osobowości człowieka – np. behawioryści mogą zaobserwować i badać ludzkie zachowanie, które wynika z cech osobowości, a nie samą osobowość.
      Chcielibyście móc zobaczyć wszystko przez swoje materialistyczne zabawki – macie tupet!
      Jak mawiał Gilbert Chesterton „Wolnomyśliciele też czasem myślą, tyle że wolno im to idzie”.

      A tak a propos: „Neurobiologia dowodzi, że procesy psychiczne są jedynie wynikiem oddziaływań neuronów”. Z tego, że z A wynika B, nie oznacza, że A=B.
      Przykład Bergsona: „Można by równie dobrze twierdzić, że skoro płaszcz, wiszący na żelaznym haku, porusza się, gdy poruszamy tym hakiem i spada razem z nim, to jest sam żelaznym hakiem”

      Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, ze Wasz racjonalizm z racjonalnym myśleniem nie ma nic wspólnego.

  • Obrońca Freuda

    „Racjonalizm. (…) Racjonalizm w tym węższym znaczeniu jest składnikiem trzech innych zabobonów. Połączony z wiarą w postęp*, stanowi treść filozofii oświecenia, gdy zacieśnia znaczenie nazwy „rozum” do metody nauk przyrodniczych, stanowi pozytywizm, a ten połączony z wiarą w pewność wyników naukowych, staje się scjentyzmem.”

    „MATERIALIZM. Zabobon polegający na twierdzeniu, że wszystko co jest, a w szczególności wszystkie zjawiska psychiczne, są materialne, to jest fizyczne, że więc myśl, świadomość, uczucie, wola itp. bądź wcale nie istnieją, bądź muszą być rozumiane jako coś fizycznego, w gruncie rzeczy jako ruchy kawałków materii. Tak pojęty materializm jest jednym z najdziwniejszych zabobonów, jakie filozofowie wymyślili kiedykolwiek, jako że zjawiska psychiczne są całkiem oczywiście czymś najzupełniej różnym od fizycznych. Aby się o tym przekonać, wystarczy wyobrazić sobie, jak radził niemiecki filozof Leibniz, mózg powiększony do rozmiarów młyna. Przechadzając się w tym młynie, widzielibyśmy różne kawałki materii, popychające się nawzajem, ale nigdy najmniejszego śladu czegoś, co można by nazwać świadomością – bo to jest czymś najzupełniej różnym od tych kawałków i ich ruchów. Innymi słowami, twierdzić, że świadomość itd. jest materialna, jest dziwolągiem podobnym do twierdzenia, że woda jest właściwie żelazem albo srebro właściwie woskiem.

    Trzeba przyznać, że inteligentniejsi spośród ludzi, którzy się przyznają do materializmu, nie idą aż tak daleko. Przyznają, że zjawiska psychiczne są czymś różnym, ale – powiadają – są „w zasadzie” czymś materialnym. Ale i to jest zabobonem, jako że niepodobna zrozumieć, co oni tutaj przez „materialny” rozumieją. Można by równie dobrze twierdzić, że żelazo jest „w zasadzie” drzewem, co wygląda na bełkot.

    Jedynym argumentem materialistów jest powołanie się na (oczywistą) zależność funkcji psychicznych od fizjologicznych. Ale z tego, że A zależy od B, nie wynika bynajmniej, że A jest tym samym co B.”

    „PSYCHOANALIZA. Freud, twórca psychoanalizy, ma wielkie zasługi w zwalczaniu dwóch niebezpiecznych zabobonów: materializmu*, przeczącego istnieniu duszy* i pozytywizmu*, odmawiającego psychologom prawa do mówienia o przedmiotach leżących poza doświadczeniem (tzw. pojęciach teoretycznych).”

    Józef Bocheński „100 zabobonów” – polecam tym, którzy wolno myślą;-)

  • Obrońca Freuda

    Oto co myślał o Freudzie i psychoanalizie Ludwig von Mises (widziałem na tej stronie link do Instytutu von Misesa, więc może Autor strony zna poglądy Misesa na temat psychoanalizy?):

    „ O tym, że materializm Marksa rozumiany jest całkowicie błędnie, świadczy powszechna praktyka pakowania do jednego worka marksizmu i psychoanalizy Freuda. W istocie bowiem nie można sobie wyobrazić kontrastu większego niż ten, który występuje między tymi dwiema doktrynami. Materializm zmierza do zredukowania zjawisk umysłowych do przyczyn materialnych. Psychoanaliza przeciwnie – zajmuje się zjawiskami umysłowymi jako autonomiczną dziedziną. O ile tradycyjna psychiatria i neurologia starały się wyjaśniać wszystkie patologie, z jakimi miały do czynienia, jako skutki określonych patologicznych stanów pewnych organów cielesnych, o tyle psychoanaliza z powodzeniem wykazała, że nienormalne stany ciała są niekiedy wywołane czynnikami umysłowymi. Odkrycie to było osiągnięciem Jeana-Marina Charcota i Josepha Breuera, a wielkim osiągnięciem Sigmunda Freuda było zbudowanie na tej podstawie wszechstronnej i systematycznej dyscypliny. Psychoanaliza jest przeciwieństwem wszystkich odmian materializmu. Jeśli spojrzymy na nią nie jako na gałąź czystej wiedzy, lecz metodę leczenia chorych, to musielibyśmy ją nazwać tymologiczną gałęzią medycyny.

    Freud był człowiekiem skromnym. Nie zgłaszał ekstrawaganckich pretensji co do znaczenia swoich prac. Bardzo ostrożnie dotykał problemów filozofii i tych gałęzi wiedzy, do których rozwoju sam się nie przyczynił. Nie podjął się atakowania żadnych metafizycznych twierdzeń materializmu. Posunął się nawet tak daleko, że przyznał, iż być może pewnego dnia nauce uda się przedstawić czysto fizjologiczne wyjaśnienie zjawisk, którymi zajmuje się psychoanaliza. Tymczasem jednak, zanim to nastąpi, psychoanaliza jawiła się mu jako naukowo poprawna i praktycznie nieodzowna. Nie mniej ostrożny był w krytyce Marksa. Chętnie przyznawał się do niekompetencji w tej dziedzinie. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że podejście psychoanalityczne jest istotnie i znacząco niezgodne z epistemologią materializmu.

    Psychoanaliza podkreśla rolę, jaką w ludzkim życiu odgrywa libido, impuls seksualny. Rola ta była wcześniej lekceważona zarówno przez psychologię, jak i inne gałęzie wiedzy. Psychoanaliza wyjaśnia również przyczyny tego zachowania. Żadną jednak miarą nie twierdzi, że seks jest jedynym ludzkim popędem domagającym się zaspokojenia i że wszystkie zjawiska psychiczne są nim powodowane. Na impulsach seksualnych koncentruje się ona dlatego, że powstała jako metoda terapeutyczna, a większość patologii, jakimi musiała się zajmować, była spowodowana tłumieniem popędu seksualnego.

    Niektórzy autorzy wiązali psychoanalizę z marksizmem dlatego, że obie te teorie uważano za niezgodne z ideami teologicznymi. Z upływem czasu szkoły teologiczne i różne grupy wyznaniowe zaczęły inaczej oceniać nauki Freuda. Nie tylko rezygnują one z radykalnego oporu, jak to miało miejsce wcześniej w związku z osiągnięciami współczesnej astronomii i geologii oraz teoriami filogenetycznej zmiany struktury organizmów. Starają się włączyć psychoanalizę do systemu i praktyki teologii pastoralnej. W studiowaniu psychoanalizy widzą ważną część szkolenia duchowieństwa (nieliczni oczywiście teologowie byliby się gotowi podpisać pod interpretacją wybitnego katolickiego historyka medycyny, profesora Petra L. Entralga, według którego Freud „doprowadził do pełnego rozwoju niektóre spośród możliwości otwieranych przez chrześcijaństwo”).

    […]

    Rozróżnienie psychologii naturalistycznej i fizjologii oraz tymologii najlepiej ilustruje odwołanie się do metod psychiatrii. Tradycyjna psychopatologia i neuropatologia zajmuje się fizjologicznymi aspektami chorób nerwów i mózgu. Psychoanaliza zajmuje się ich aspektami tymologicznymi. Celem jej badań są idee i świadome celowe działania, które wchodzą w konflikt z impulsami fizjologicznymi. Idee skłaniają ludzi do tłumienia pewnych naturalnych popędów, zwłaszcza takich jak bodziec seksualny. Próby ich tłumienia nie zawsze jednak w pełni się udają. Impulsy te nie zostają wykorzenione, lecz jedynie wygnane do ukrytego miejsca, i biorą odwet. Ze swoich głębin wywierają zaburzający wpływ na świadome życie i postępowanie jednostki. Terapia psychoanalityczna stara się usunąć te neurotyczne kłopoty, wydobywając konflikt do pełnej świadomości pacjenta. Leczy za pomocą idei, a nie lekarstw czy operacji chirurgicznych.

    Zwykło się twierdzić, że psychoanaliza zajmuje się czynnikami irracjonalnymi wpływającymi na ludzkie postępowanie. Twierdzenie to wymaga interpretacji, aby nie prowadziło do nieporozumień. Ostateczne cele, do których dążą ludzie, pozostają poza krytyką rozumu. Sądów wartościujących nie da się ani uzasadnić, ani obalić w drodze rozumowania. Terminy „rozumowanie” i „racjonalność” zawsze odnoszą się jedynie do stosowności środków wybranych z myślą o osiągnięciu ostatecznych celów. Wybór ostatecznych celów jest w tym sensie zawsze irracjonalny.

    Impuls seksualny i pragnienie zachowania sił życiowych są zawarte w zwierzęcej naturze człowieka. Gdyby człowiek był tylko zwierzęciem, a nie na dodatek wartościująca osobą, zawsze ulegałby impulsowi, który w danej chwili byłby najsilniejszy. Wyższość człowieka polega na tym, że ma on idee i kierując się nimi, wybiera między niezgodnymi celami. Wybiera również między życiem a śmiercią, jedzeniem a głodowaniem, spółkowaniem a abstynencja seksualną.

    Ludzie byli dawniej gotowi zakładać, że w niezwykłym zachowaniu neurotyków nie ma żadnego sensu. Freud wykazał, że bezsensowne na pozór działania neurotyka mają zmierzać do osiągnięcia określonych celów. Cele, które chce osiągnąć neurotyk, mogą się różnić od tych, do których dążą normalni ludzie, a stosowane przez neurotyka środki są – bardzo często – nieodpowiednie do ich osiągnięcia. To jednak, że wybrane środki nie nadają się do osiągnięcia zamierzonych celów, nie kwalifikuje działania jako irracjonalnego.

    Dla neurotyka jako takiego nie jest charakterystyczne to, że ucieka się do nieodpowiednich środków, lecz to, że nie udaje mu się uporać z konfliktami, z jakimi mają do czynienia cywilizowani ludzie. Życie w społeczeństwie wymaga od jednostki stłumienia instynktownych popędów działających w każdym zwierzęciu. Możemy pozostawić bez rozstrzygnięcia kwestię, czy impuls agresji jest jednym z takich wrodzonych popędów. Nie ma wątpliwości, że życie w społeczeństwie nie da się pogodzić z uleganiem zwierzęcym nawykom zaspokajania pragnień seksualnych. Są być może lepsze metody regulacji życia seksualnego niż te, które stosuje się w naszym społeczeństwie. Niezależnie jednak od tego jest faktem, że przyjęte metody powodują zbytnie obciążenie psychiki niektórych jednostek. Ludziom tym nie udaje się rozwiązać problemów, z którymi inni mają szczęście się uporać. Ich rozterki i zakłopotanie czynią z nich neurotyków.”

    Ludwig von Mises „Teoria a historia. Interpretacja procesów społeczno-gospodarczych.”

    W sumie nie dziwi mnie to, że materialiści atakują Freuda i psychoanalizę, w świetle tego co napisał von Mises.